I już kwiecień! Pewnie zanim się obejrzę,
maj zapuka do drzwi. Wszystko tak jakoś szybciej się kręci. Nie rozumiem tego.
Przecież czas wciąż taki sam; godzina to sześćdziesiąt minut a w minucie
sześćdziesiąt sekund. Tydzień ma siedem dni. A tu zlewają się te wszystkie wtorki,
środy w jedno wielkie wiadro pomyj. Tylko poniedziałki bardziej wyraziste przez
bloki startowe, z których o czasie trzeba wystrzelić w tydzień i nie dać się
przewrócić po drodze. A potem budzę się i już sobota. Nareszcie sobota! Chwila
wytchnienia i znowu w bloki startowe. Zastanawiam się czasami, po co ta cała
wędrówka człowieka. Przystaję w miejscu i rozglądam się. Ale to już tylko
czynność, tylko staranie, bo niewiele umiem zobaczyć, zauważyć, dostrzec. Jakby
ta gonitwa wyrwała ze mnie całe człowieczeństwo, zdolność odczuwania czegoś
więcej, prócz znużenia, zmęczenia. Skąd? Dokąd? Po co? A tu wiosna. Ziemia
budzi się z zimowego letargu. I te poranki pełne śpiewu ptaków, ich przekomarzania,
nawoływania. Nawet słońca więcej. Ale tylko za oknem.
To wiosenne znużenie daje w kość...
OdpowiedzUsuń,,Skąd? dokąd? Po co?" - poproszę o łatwiejszy zestaw pytań ;)
Obawiam się, że chwilowo takowego nie posiadam ;)
Usuń