Zapomniałam, że wystarczy spakować torbę, wyjść z domu, zamknąć za sobą drzwi i ruszyć gdziekolwiek, aby czas zaczął płynąć inaczej i inne myśli wypełniły głowę. To takie banalnie proste. Zapomniałam też, jak to jest, kiedy w domu są małe dzieci zaczynające dzień o brzasku z energią, której tylko pozazdrościć. Zawartość pudła ląduje na podłodze z hałasem, który stawia na równe nogi i oznajmia, że koniec spania.
- A kto tutaj śpi?
- To mamy koleżanka z pracy.
- A! I jakiś przyjaciel.
Parskam śmiechem w poduszkę i zastanawiam się, czy Palący Marlboro to przyjaciel mamy koleżanki z pracy, (czyli mój) czy też mamy a może jakiś wspólny; cholera wie. Przysłuchuję się rozmowie czterolatków i zadziwia mnie logika, z jaką opisują świat.
- Ja nie powiedziałem, że boję się dinozaurów. Ja boję się wchodzić do ich paszczy.
- Nie pożyczę ci, ponieważ mogę zapomnieć o tym, że ci pożyczyłem a ty mi nie oddasz.
Leniwie snuję się przez weekend i chociaż pada, zimno i szaro, to zrzucam z siebie ciężar tygodnia i poddaję się innemu rytmowi, odnajdując namiastkę spokoju. Ruchome wydmy rozczarowują; zupełnie inaczej miałam je zapisane w pamięci. Teraz widzę tylko górę piasku i stonkę na niej. Żadnego zachłyśnięcia się widokiem, pięknem. Żałuję, że na tamten obraz nałoży się ten dzisiejszy tym samym strącając nutę zachwytu. I już wiem, że sięgnę po nią wracając tutaj zimą lub późną jesienią.
- A kto tutaj śpi?
- To mamy koleżanka z pracy.
- A! I jakiś przyjaciel.
Parskam śmiechem w poduszkę i zastanawiam się, czy Palący Marlboro to przyjaciel mamy koleżanki z pracy, (czyli mój) czy też mamy a może jakiś wspólny; cholera wie. Przysłuchuję się rozmowie czterolatków i zadziwia mnie logika, z jaką opisują świat.
- Ja nie powiedziałem, że boję się dinozaurów. Ja boję się wchodzić do ich paszczy.
- Nie pożyczę ci, ponieważ mogę zapomnieć o tym, że ci pożyczyłem a ty mi nie oddasz.
Leniwie snuję się przez weekend i chociaż pada, zimno i szaro, to zrzucam z siebie ciężar tygodnia i poddaję się innemu rytmowi, odnajdując namiastkę spokoju. Ruchome wydmy rozczarowują; zupełnie inaczej miałam je zapisane w pamięci. Teraz widzę tylko górę piasku i stonkę na niej. Żadnego zachłyśnięcia się widokiem, pięknem. Żałuję, że na tamten obraz nałoży się ten dzisiejszy tym samym strącając nutę zachwytu. I już wiem, że sięgnę po nią wracając tutaj zimą lub późną jesienią.
Eva, może zachwycać się trzeba zawsze pierwszy raz? Cokolwiek, nie jest tym samym co wczoraj, albo jutro, ty też.
OdpowiedzUsuńDla zachwytu jest tylko teraz, gdzieś.
Niekoniecznie :) Zachwycać się można wiele razy tym samym widokiem czy zjawiskiem na różne sposoby. Zmieniam się ja, zmienia się świat, ale kiedy wracam w pewne miejsca zazwyczaj otrzymuję dawkę zachwytu, która przekonuje mnie, że warto żyć. I dawkę pokory, bo natura ma to do siebie, że zachwycając uczy pokory i pokazuje człowiekowi jego miejsce na ziemi. Przynajmniej ja tak to odbieram :)
OdpowiedzUsuńEva,
OdpowiedzUsuńodbierz u mnie nagrodę ;-))