Rozpakowałam nagrodę od Emmy. To miłe, kiedy nie bierzesz udziału w konkursie, a przynajmniej nic o tym nie wiesz, i pewnego dnia listonosz puka do drzwi z uśmiechem prosząc o pokwitowanie odbioru nagrody. Fantastyczne uczucie. Nie wiem tylko, co dalej. Mam organiczny wstręt do łańcuszków i zazwyczaj jestem jego ostatnim ogniwem. Zatem proszę o wybaczenie; nagroda nie powędruje dalej. No dobrze. To z chytrości.
Siedem rzeczy o mnie. Zabrzmiało jak siedem grzechów głównych. Przyznam się w sekrecie, że nie muszę zdejmować okularów, żeby nie widzieć zalet u siebie. Bo grzechy to i owszem widzę, nawet bez szkieł.
Zazwyczaj milczę, bo jak powiedział M.Twain lepiej jest milczeć i wydawać się idiotą niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości. Zresztą niewiele mam do powiedzenia.
Przez ulicę przechodzę zawsze na przejściu dla pieszych, choćby nie wiem co. Papierki wyrzucam do kosza, ale gumę do żucia bez skrupułów wypluwam na chodnik bądź trawnik i zawsze, ale to zawsze wybucham śmiechem i mówię sobie: ty kretynko! Żeby to mi było ostatni raz!
Nie znoszę, kiedy ktoś mi mówi, co mam robić. Wszystko muszę sama, po swojemu. Znaczy, uparta jestem i dlatego chociaż pływam nieźle, to jednak w stylu, sklasyfikowanym jako własny. Mogłabym lepiej, ale nie jestem odporna na krytykę. Może to przez uwagi Palącego Marlboro, który swojego czasu był instruktorem pływania no i ratownikiem oczywiście. Ale to było tak dawno, że nikt już o tym nie pamięta. Zresztą podział ról w domu jest taki, że on opowiada o sporcie a ja go uprawiam. I git. Chryste, właśnie przypomniało mi się, że jednego roku zdobyłam tytuł Miss Fitness w klubie, do którego biegałam na aerobik. Ale to było dziesięć kilo temu; teraz chodzę tam na masaże i rehabilitację. Ot, taki chichot losu.
Co by tu jeszcze? Otóż uwielbiam swój samochód i nie zamieniłabym go na żaden inny. I wcale nie dlatego, że taki fajny, stylowy. Z innego powodu; jest moim powiernikiem, zna wszystkie moje sekrety i nie poucza mnie, chociaż czasami daje mi pstryczka w nos dla otrzeźwienia. Innymi słowy jesteśmy zaprzyjaźnieni.
Lubię myśleć, że szklanka jest do połowy pełna, a nie pusta. Nie zawsze wychodzi, ale pracuję nad tym. I tu kolejna sentencja: zamiast głupio myśleć lepiej odpoczywać. No właśnie, pozycja horyzontalna jest moją ulubioną pozycją. Nie zawsze tak było, ale cóż; ostatnio trudno było złapać pion ;)
Siedem rzeczy o mnie. Zabrzmiało jak siedem grzechów głównych. Przyznam się w sekrecie, że nie muszę zdejmować okularów, żeby nie widzieć zalet u siebie. Bo grzechy to i owszem widzę, nawet bez szkieł.
Zazwyczaj milczę, bo jak powiedział M.Twain lepiej jest milczeć i wydawać się idiotą niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości. Zresztą niewiele mam do powiedzenia.
Przez ulicę przechodzę zawsze na przejściu dla pieszych, choćby nie wiem co. Papierki wyrzucam do kosza, ale gumę do żucia bez skrupułów wypluwam na chodnik bądź trawnik i zawsze, ale to zawsze wybucham śmiechem i mówię sobie: ty kretynko! Żeby to mi było ostatni raz!
Nie znoszę, kiedy ktoś mi mówi, co mam robić. Wszystko muszę sama, po swojemu. Znaczy, uparta jestem i dlatego chociaż pływam nieźle, to jednak w stylu, sklasyfikowanym jako własny. Mogłabym lepiej, ale nie jestem odporna na krytykę. Może to przez uwagi Palącego Marlboro, który swojego czasu był instruktorem pływania no i ratownikiem oczywiście. Ale to było tak dawno, że nikt już o tym nie pamięta. Zresztą podział ról w domu jest taki, że on opowiada o sporcie a ja go uprawiam. I git. Chryste, właśnie przypomniało mi się, że jednego roku zdobyłam tytuł Miss Fitness w klubie, do którego biegałam na aerobik. Ale to było dziesięć kilo temu; teraz chodzę tam na masaże i rehabilitację. Ot, taki chichot losu.
Co by tu jeszcze? Otóż uwielbiam swój samochód i nie zamieniłabym go na żaden inny. I wcale nie dlatego, że taki fajny, stylowy. Z innego powodu; jest moim powiernikiem, zna wszystkie moje sekrety i nie poucza mnie, chociaż czasami daje mi pstryczka w nos dla otrzeźwienia. Innymi słowy jesteśmy zaprzyjaźnieni.
Lubię myśleć, że szklanka jest do połowy pełna, a nie pusta. Nie zawsze wychodzi, ale pracuję nad tym. I tu kolejna sentencja: zamiast głupio myśleć lepiej odpoczywać. No właśnie, pozycja horyzontalna jest moją ulubioną pozycją. Nie zawsze tak było, ale cóż; ostatnio trudno było złapać pion ;)
Emmo!
Wielkie dzięki :))

Przeżywam to samo z myślą o Margo, El, Astrophilerin ... ale tak samo nie dzierżę łańcuchów.
OdpowiedzUsuńEva, no niech mi tu kto powie, że można Ciebie nie lubić:-)
OdpowiedzUsuńEvo nie lubię Cię :P
OdpowiedzUsuńps. Emmy jeszcze bardziej
Evo,
OdpowiedzUsuńnie miej skrupułów z łańcuchami. ja do tej pory nie miałam i żyję ;-p ale teraz mi odbiło i będę rozdawała jak dzik na prawo i lewo :D
Zenzo,
miałam udać, że tego nie czytałam, ale nie cierpię udawać ;-))
Kopacz, uściski przesyłam :)
OdpowiedzUsuńSam, ale czy to znaczy że mnie lubisz? :D
Zenzo, no przecież wiem, łobuzie ;P
Emmo, pogięło Cię, słowo daję ;)
PS. ale Zenza nam się zbiesił hihihihi
to dlatego, że nie dostał nagrody :D
OdpowiedzUsuńi masz w zanadrzu sentencję na każdą okazję:-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam wakacyjnie:-)
wiesz, jak jest Uliszko; kto sam nie ma nic do powiedzenia, ten cytuje innych ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i macham łapą :D
Z tym klubem sportowym to mnie zaskoczylas i w ogole ze sportem. Myslam o Tobie w kategoriach kochajacej nature romantyczki. Ale wiem, ze nic z tych rzeczy sie nie wyklucza. Lubie sluchac, jak mowisz o sobie i tak w ogole.
OdpowiedzUsuńpa Ewa!
szcz ach te polskie zgloski, piekna sprawa...
OdpowiedzUsuńale smiesznie tak spotkac "po latach" Zenze...nic sie nie zmnienia ten uszszypliwy czlowiek.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam!
AsHo!!!!
OdpowiedzUsuńO sporcie wiem tyle, że jest. Sportu nie oglądam; uprawiam amatorsko i śmieję się z siebie :D Śmiech to zdrowie!!!
A Zenza to słodziak ;))
Cmok *)