Wiosna

Wiosna

czwartek, 18 listopada 2010

Spacer z dzikiem

Najtrudniej wyjść z domu; pokonać lenia, ubrać się, zamknąć drzwi i zwyczajnie wyjść. To nie pogoda jest zła, to ty jesteś źle ubrany i nieprzygotowany. Nie chciało mi się. Umówmy się; rzadko mi się cokolwiek chce. Ale karnie wstałam z łóżka koło południa i już o trzynastej byłam gotowa. To było w czwartek. Święto narodowe. Ale żadna parada, żaden piknik. Zwyczajnie na spacer, chociaż za oknem szaroburo i niebu płakać się chciało, ale nie mogło się zdecydować. Ja też nie mogłam, ale podniosłam leniwy tyłek. Dalej też nie było lepiej. Jakieś dwieście metrów od parkingu (hahahaha - parkingu!) przywitał nas dzik. Zapomniałam, że tu dzików w tak zwany pip…





No więc dzik zszedł ze ścieżki, ale strach na ramieniu pozostał. Najpierw przysnął, bo kiedy woda wokoło a ty idziesz wąskim wałem oddzielającym ujście rzeki od jeziora, ułożonym z kamieni, takim na pół metra szerokim, ale te pół metra to tylko dlatego, że woda nisko, bo kiedy wysoko, to musisz skakać jak kozica po skałach, ale jest teraz jest nisko, a ty idziesz wpatrując się w czubki butów i nie myślisz o dziku, tylko o tym, że świat faluje i tępo wpatrujesz się pod nogi, żeby przypadkiem nie zwymiotować, bo czujesz się jak na karuzeli. Potem w końcu latarnia i powrót plażą i też nie myślisz o dziku, bo ci zwyczajnie dobrze. Bo morze szumi, bo las, bo wydmy i nawet słońce się pokazało. To co, że tylko na moment. Zawołało: a kuku, jestem! Złap kilka promieni! Złapałam. I właśnie wyjmuję je z kieszeni. Dla mnie, dla ciebie... Bo pada, zimno, smutno i tęskno...



Ale wracając z plaży do samochodu przez las, co zwykle zajmuje blisko godzinę, w zależności od tego, w którym miejscu przetniesz wydmy i wejdziesz w ten las, przypomniałam sobie o tych dzikach, bo zaorały ziemię w poszukiwaniu żarcia i wyglądało to tak, jak zaorane pole. Zdjęcia nie zrobiłam, bo strach mi dupę ścisnął i przypomniałam sobie jak to jest, kiedy biegniesz. Podobno kiedy biegniesz, to świat pięknieje. Ale tylko podobno...

Namaste :)

9 komentarzy:

  1. Piekne zdjecia. Dzik sie nadarzyl, a to numer! A to ze sloncem wspaniale! Jakie slonce! Jak symetrycznie wyszly promienie! Dobrze, ze byl aparat pod reka.

    Tylko tak dalej!

    A mi sie tez czesto nic nie chce, zaczelam to akceptowac i o dziwo ulzylo mi, juz mi sie zrobilo lepiej.
    A godzina takiego spaceru to juz wyczyn. Zazdroszcze Ci Ewa bliskosci morza. Moja siostra tez tak ma w tym Swinoujsciu. Ja musze troche pojechac po autostradzie by znalezc sie nad brzegiem.

    pa,

    AsHa

    OdpowiedzUsuń
  2. wow!
    najprawdziwszy i najdzikszy dzik! gdzieś czytałam, że potrafią być bardzo groźne - zwłaszcza matka z młodymi.

    a promyczek sobie biorę, uznałam, że dla mnie on też jest :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie uciekałem przed dzikiem, choć kilka w życiu widziałem, ale za to uciekałem przed hordą policyjnych robocopów na demonstracjach - taaaak, świat jest piękny wtedy! :D Czasem te świnie jednak psują zabawę i dopadają Cię z platikowymi kajdankami, ale wracając do tematu - piękne słońce zza drzew się gapi! Czasem głupia myśl przez łeb mi przemyka: dlaczego ja już nie mieszkam w Gdańsku?

    OdpowiedzUsuń
  4. AsHa, z tymi dzikami to skaranie boskie; wszędzie tu ich pełno. Ten przydarzył się sam jeden, a czasami cała wataha na Ciebie pędzi i nie wiesz, co masz zrobić :)

    Emmo, bierz, ile chcesz :)

    Lukaso, no właśnie, dlaczego? Miejsce ze zdjęcia powinieneś pamiętać :)

    ___________

    Pozdrawiam Was ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiem, wiem slyszalam tu w polskiej tv o tej pladze...

    zycze tylko pojedynczych na drodze:)

    AsHa

    OdpowiedzUsuń
  6. Może zatem powinnam pobiegać......?

    OdpowiedzUsuń
  7. Małgosiu, może powinnaś spróbować. Ale zanim świat podczas biegania zacznie pięknieć, trzeba trochę wysiłku i wiary, że tak właśnie się stanie. Ja niestety odpadłam :)
    Spróbuj, zawsze warto próbować, będę trzymać kciuki. Za Twój uśmiech i spokój.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba puściłaś... bo jest do dupy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Małgosiu, co jest do dupy - bieganie czy życie?
    Nie puściłam; daj szansę...
    Uściski. Serdeczne.

    OdpowiedzUsuń