Najtrudniej wyjść z domu; pokonać lenia, ubrać się, zamknąć drzwi i zwyczajnie wyjść. To nie pogoda jest zła, to ty jesteś źle ubrany i nieprzygotowany. Nie chciało mi się. Umówmy się; rzadko mi się cokolwiek chce. Ale karnie wstałam z łóżka koło południa i już o trzynastej byłam gotowa. To było w czwartek. Święto narodowe. Ale żadna parada, żaden piknik. Zwyczajnie na spacer, chociaż za oknem szaroburo i niebu płakać się chciało, ale nie mogło się zdecydować. Ja też nie mogłam, ale podniosłam leniwy tyłek. Dalej też nie było lepiej. Jakieś dwieście metrów od parkingu (hahahaha - parkingu!) przywitał nas dzik. Zapomniałam, że tu dzików w tak zwany pip…
No więc dzik zszedł ze ścieżki, ale strach na ramieniu pozostał. Najpierw przysnął, bo kiedy woda wokoło a ty idziesz wąskim wałem oddzielającym ujście rzeki od jeziora, ułożonym z kamieni, takim na pół metra szerokim, ale te pół metra to tylko dlatego, że woda nisko, bo kiedy wysoko, to musisz skakać jak kozica po skałach, ale jest teraz jest nisko, a ty idziesz wpatrując się w czubki butów i nie myślisz o dziku, tylko o tym, że świat faluje i tępo wpatrujesz się pod nogi, żeby przypadkiem nie zwymiotować, bo czujesz się jak na karuzeli. Potem w końcu latarnia i powrót plażą i też nie myślisz o dziku, bo ci zwyczajnie dobrze. Bo morze szumi, bo las, bo wydmy i nawet słońce się pokazało. To co, że tylko na moment. Zawołało: a kuku, jestem! Złap kilka promieni! Złapałam. I właśnie wyjmuję je z kieszeni. Dla mnie, dla ciebie... Bo pada, zimno, smutno i tęskno...

Ale wracając z plaży do samochodu przez las, co zwykle zajmuje blisko godzinę, w zależności od tego, w którym miejscu przetniesz wydmy i wejdziesz w ten las, przypomniałam sobie o tych dzikach, bo zaorały ziemię w poszukiwaniu żarcia i wyglądało to tak, jak zaorane pole. Zdjęcia nie zrobiłam, bo strach mi dupę ścisnął i przypomniałam sobie jak to jest, kiedy biegniesz. Podobno kiedy biegniesz, to świat pięknieje. Ale tylko podobno...
Namaste :)
No więc dzik zszedł ze ścieżki, ale strach na ramieniu pozostał. Najpierw przysnął, bo kiedy woda wokoło a ty idziesz wąskim wałem oddzielającym ujście rzeki od jeziora, ułożonym z kamieni, takim na pół metra szerokim, ale te pół metra to tylko dlatego, że woda nisko, bo kiedy wysoko, to musisz skakać jak kozica po skałach, ale jest teraz jest nisko, a ty idziesz wpatrując się w czubki butów i nie myślisz o dziku, tylko o tym, że świat faluje i tępo wpatrujesz się pod nogi, żeby przypadkiem nie zwymiotować, bo czujesz się jak na karuzeli. Potem w końcu latarnia i powrót plażą i też nie myślisz o dziku, bo ci zwyczajnie dobrze. Bo morze szumi, bo las, bo wydmy i nawet słońce się pokazało. To co, że tylko na moment. Zawołało: a kuku, jestem! Złap kilka promieni! Złapałam. I właśnie wyjmuję je z kieszeni. Dla mnie, dla ciebie... Bo pada, zimno, smutno i tęskno...
Ale wracając z plaży do samochodu przez las, co zwykle zajmuje blisko godzinę, w zależności od tego, w którym miejscu przetniesz wydmy i wejdziesz w ten las, przypomniałam sobie o tych dzikach, bo zaorały ziemię w poszukiwaniu żarcia i wyglądało to tak, jak zaorane pole. Zdjęcia nie zrobiłam, bo strach mi dupę ścisnął i przypomniałam sobie jak to jest, kiedy biegniesz. Podobno kiedy biegniesz, to świat pięknieje. Ale tylko podobno...
Namaste :)
Piekne zdjecia. Dzik sie nadarzyl, a to numer! A to ze sloncem wspaniale! Jakie slonce! Jak symetrycznie wyszly promienie! Dobrze, ze byl aparat pod reka.
OdpowiedzUsuńTylko tak dalej!
A mi sie tez czesto nic nie chce, zaczelam to akceptowac i o dziwo ulzylo mi, juz mi sie zrobilo lepiej.
A godzina takiego spaceru to juz wyczyn. Zazdroszcze Ci Ewa bliskosci morza. Moja siostra tez tak ma w tym Swinoujsciu. Ja musze troche pojechac po autostradzie by znalezc sie nad brzegiem.
pa,
AsHa
wow!
OdpowiedzUsuńnajprawdziwszy i najdzikszy dzik! gdzieś czytałam, że potrafią być bardzo groźne - zwłaszcza matka z młodymi.
a promyczek sobie biorę, uznałam, że dla mnie on też jest :-)
Nigdy nie uciekałem przed dzikiem, choć kilka w życiu widziałem, ale za to uciekałem przed hordą policyjnych robocopów na demonstracjach - taaaak, świat jest piękny wtedy! :D Czasem te świnie jednak psują zabawę i dopadają Cię z platikowymi kajdankami, ale wracając do tematu - piękne słońce zza drzew się gapi! Czasem głupia myśl przez łeb mi przemyka: dlaczego ja już nie mieszkam w Gdańsku?
OdpowiedzUsuńAsHa, z tymi dzikami to skaranie boskie; wszędzie tu ich pełno. Ten przydarzył się sam jeden, a czasami cała wataha na Ciebie pędzi i nie wiesz, co masz zrobić :)
OdpowiedzUsuńEmmo, bierz, ile chcesz :)
Lukaso, no właśnie, dlaczego? Miejsce ze zdjęcia powinieneś pamiętać :)
___________
Pozdrawiam Was ciepło!
Wiem, wiem slyszalam tu w polskiej tv o tej pladze...
OdpowiedzUsuńzycze tylko pojedynczych na drodze:)
AsHa
Może zatem powinnam pobiegać......?
OdpowiedzUsuńMałgosiu, może powinnaś spróbować. Ale zanim świat podczas biegania zacznie pięknieć, trzeba trochę wysiłku i wiary, że tak właśnie się stanie. Ja niestety odpadłam :)
OdpowiedzUsuńSpróbuj, zawsze warto próbować, będę trzymać kciuki. Za Twój uśmiech i spokój.
Chyba puściłaś... bo jest do dupy.
OdpowiedzUsuńMałgosiu, co jest do dupy - bieganie czy życie?
OdpowiedzUsuńNie puściłam; daj szansę...
Uściski. Serdeczne.