Dzisiaj są urodziny Tośki; ostatnie naste i pierwsze nasze bez Niej. Siedzimy popijając czerwone wytrawne i wspominamy te, sprzed roku. Uśmiechamy się do tych wspomnień tęskniąc za Jej obecnością; tą namacalną, najbardziej rzeczywistą. Ja tęsknię za tym Jej: Bo wiesz, ciociu i za naszymi rozmowami o problemach egzystencjalnych toczonych o siódmej siedem w małym czarnym. Brakuje mi Jej uśmiechu, złości, rozgoryczenia, radości, mądrości… I jednocześnie buduję w sobie zgodę na to, że moje Dziecko pójdzie w swoją stronę, a ja Go nie zatrzymam. Palący Malboro mówi, że dopóki prowadził Dziecko za rękę do przedszkola, szkoły, to czuł się taki młody. A teraz, kiedy w pokoju walają się staniki, pończochy i kabaretowe kiecki, to patrzy w przyszłość i pośpiech mu się włączył. Całkiem niedawno z dumą powiedział, że zrozumiał, że Dziecko to już nie jest dziecko tylko panna i pogodził się z tym, a ja z wrażenia potknęłam się na prostej drodze i roześmiałam się. Chociaż wcale do śmiechu mi nie było :) Taki lajf :)
obserwowanie jak dzieci rosną, dojrzewają i usamodzielniają się to chyba najpiękniejszy aspekt przemijania... tylko taki namacalny:-)
OdpowiedzUsuńTak, wiem takze cos o tym...ale jestem jakas niepoprawna - syn wciaz sni mi sie maly...to troche dziwne.
OdpowiedzUsuńTo wszystko z tym przemijaniem i patrzeniem na wlasne dziecko jest bardzo mocne. Nigdy sie do tego nie przyzwyczaje. Artystycznie patrzac to wspaniale! Takie obrazowe.
ciau
AsHa
Uliszko nie zaprzeczę :)
OdpowiedzUsuńDzieci przez całe życie dostarczają człowiekowi bardzo intensywnych wrażeń :)
Pomyśl AsHa, nie może śnić Ci się duży, bo nie zmieściłby się w Twoim śnie ;)
Oczywiście trochę żartuję :)
______
Pozdrawiam ciepło :)