Wiosna

Wiosna

czwartek, 28 października 2010

Przedzaduszkowo

Są takie chwile, w którym pragnienie odcięcia się od życia jest bardzo silne. Bojaźń boża sprawia, że odnajdujemy to pragnienie jako przejaw grzesznej natury człowieka. Ale przecież śmierć jest częścią życia; każdy dzień przybliża nas do niej. W kulturach wschodu śmierć nie jest tematem tabu; to naturalny element całości.

Gdzieś przeczytałam, że aby piosenka miała duszę, musi się w niej odcisnąć dusza artysty i musi się w niej odbić jakieś wydarzenie, które miało realny wpływ na życie twórcy. Tears in heaven - co musiało się wydarzyć, aby powstał tak przejmujący tekst i tak nadzwyczajna piosenka? Przez wiele lat ze wzruszeniem słuchałam tego nagrania nie do końca mając świadomość tego, co się za nim kryje.

Jest rok 1990. W Alpine Valley w stanie Wisconcin Clapton zagrał koncert promujący płytę Journeyman . Po koncercie kolega Claptona, muzyk, miał być przetransportowany w dalszą drogę wynajętym przez Erica helikopterem. Śmigłowiec rozbił się, a wszyscy pasażerowie zginęli na miejscu. Parę miesięcy później z okna mieszkania Claptona w wieżowcu na Manhattanie wypadł kilkuletni synek muzyka...

Takie tragedie zmieniają człowieka, ale Clapton podźwignął się odnajdując ukojenie w twórczości. W 1992 roku nagrał dwie płyty; jedną z nich jest album Unplugged, na którym znalazł się ten utwór, okrzyknięty najlepszą piosenką roku. A ja zasłuchuję się w niej...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz