Trzeci dzień leje i niedługo będę musiała auto zamienić na łódkę. Właśnie wyobraziłam sobie, że moje miasto zamienia się w Wenecję i do roboty jadę motorówką. Rano nad polami wisiała mgła pochłaniając linię lasu. Woda w niewielkim jeziorku, które mijam po drodze, niecierpliwie faluje, jakby chciała wybrać się na spacer. Na chodnikach tańczą kolorowe parasolki; pod nimi smutne twarze przechodniów i bezradnie opuszczone ramiona.
Trochę się wyspałam i poleniłam. Popołudnie spędziłam pod ciepłym kocykiem z kubkiem malinowej herbaty, książką i pilotem w ręku. Od poniedziałku widzę światełko w tunelu. Jeszcze niewyraźne, ale już wiem, że jest. Spacer w deszczu po kurorcie w towarzystwie Uczonej Koleżanki dobrze mi zrobił. Pomilczałyśmy swoim zwyczajem, wypiłyśmy mrożoną kawę z miętą i zamieniłyśmy kilka pozornie nieważnych słów. Ale tylko pozornie.
Trochę się wyspałam i poleniłam. Popołudnie spędziłam pod ciepłym kocykiem z kubkiem malinowej herbaty, książką i pilotem w ręku. Od poniedziałku widzę światełko w tunelu. Jeszcze niewyraźne, ale już wiem, że jest. Spacer w deszczu po kurorcie w towarzystwie Uczonej Koleżanki dobrze mi zrobił. Pomilczałyśmy swoim zwyczajem, wypiłyśmy mrożoną kawę z miętą i zamieniłyśmy kilka pozornie nieważnych słów. Ale tylko pozornie.
:-)
OdpowiedzUsuńja też się dzisiaj salwowałam ucieczką pod kocyk.
I piękny wiersz z tego wyszedł :)
OdpowiedzUsuńWłaśnie przeczytałam i zachwyciłam się.
Oj wiem; nie lubisz pochwał :)