Wiolonczela jest duża, ma cztery struny i smyczek. To wszystko, co powinnaś wiedzieć, Moja Miła - mówi z sarkazmem Kudłaty i zapala papierosa. Zamykam dziób, przełykam gorzką pigułkę i wznoszę wzrok do nieba. A podobno to kobiety są humorzaste i raz w miesiącu mają obrzęk mózgu. Trochę mi przykro, ale na Kudłatego nie ma rady. Rozglądam się po dziedzińcu i zauważam pajęczą sieć misternie rozpiętą tuż nad wejściem do kaplicy. A w środku unosi się zapach kadzidła wymieszany z wonią kwiatów i jeszcze obecnych modlitw. Znam to miejsce i znam jednego z bohaterów tego wieczoru. No i już wiem, jak wygląda wiolonczela (sic!). Rozkoszuję się dźwiękami wydobytymi z tego starego pudła (podobno z XVIII wieku) przez samego mistrza. Christophe Coin, Jan Sebastian Bach i suity na wioloczelę solo. I czegóż można chcieć więcej?
Dobra mieszanka...wiolonczela, pajak, zapachy i przeniesienie w XVIII wiek...krotki tekst oddajacy moment i jego atmosfere.
OdpowiedzUsuńdobranoc
mowi
AsHa:)
Właśnie olśniło mnie czym kobiety różnią się od mężczyzn - otóż mężczyźni słuchając muzyki nie zadają żadnych pytań ;)
OdpowiedzUsuńAsHa,
OdpowiedzUsuńZapomniałam o świecach, które o zmroku zapalono na dziedzińcu przed kaplicą i w kościele...
Dzień dobry :)
Zenzo,
Bardzo ciekawe odkrycie, chcesz o tym porozmawiać? ;)