Może to ciemność nocy sprawia, że zaciera się granica pomiędzy tym co we mnie, a tym co na zewnątrz. Mrok nocy wydaje się być sprzymierzeńcem, ponieważ nie rozprasza uwagi zasłaniając przede mną świat. Dobrze mi w tych nocnych godzinach, kiedy wsłuchując się w ciszę wyławiam oddechy śpiących domowników, kiedy wiatr uderza w szyby kropelkami deszczu i trzeszczą schody prowadzące na strych. Zazwyczaj nie robię nic szczególnego i nie myślę o niczym szczególnym. Dotykam książek leżących w różnym miejscach mieszkania, przeglądam stare gazety i czytam artykuły od końca, zaczynając od ostatniego akapitu. Czasami słucham muzyki leżąc pod ciepłym kocem z szeroko otwartymi oczami. Czasami siadam na parapecie okna i obejmując kolana spoglądam to na puste ulice, to na niebo w poszukiwaniu zaginionych gwiazd.
Tęsknoty, przeganiane trzeźwo za dnia i wpychane w zakamarki niepamięci, w nocy wyglądają zza narożników, śledzą nas, czekają.. "Spójrz w okno" - szepczą..
OdpowiedzUsuńZerkniesz, a potem to już płacz i zgrzytanie zębów..
Na szczęście w końcu przychodzi sen, a potem świt. Będzie dobrze, myślę sobie:)
przesyłam uściski:)
Noc bywa ukojeniem albo czarną otchłanią, która wciąga bezgranicznie i już nie witasz świtu, bo zapomniałeś o jego istnieniu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło :)
Fajnie masz.
OdpowiedzUsuńTak. Czasami.
OdpowiedzUsuńDzień dobry Alejo :)