Dzisiaj jest deszczowy dzień, który bardziej przypomina listopadową słotę niż sierpniowy wtorek. Wiatr uderza w szyby strumieniami deszczu. Szarość za oknem jest krzywym zwierciadłem myśli i jak dziad proszalny wyciąga dłoń z kapeluszem po jałmużnę. Wrzucam grosik i powoli wtapiam się w kałuże na ulicy wymachując kolorową parasolką. Myślę o kanapie, ciepłym kocyku, dobrej książce i gorącej herbacie. Przydałby się jeszcze kominek z wesoło tańczącym ogniem. Ale cóż; nie można mieć wszystkiego. No chyba, że w wyobraźni.
Tutaj tez pogoda zmienna, popadalo nawet. Ale swieci i porywach jest milo. Troche sie acz ochlodzilo.
OdpowiedzUsuńKsiazka by sie przydala faktycznie, poki co mam herbate i tego tu laptopa...
pozdrawiam!
AsHa
AsHa,
OdpowiedzUsuńcały dzień lało bez opamiętania; miasto podtopione i zakorkowane. Ale ciepło i powietrze pachnie arbuzem.
Wpraszam się na herbatkę :)
Uściski!