Ostatnio wypełnia mnie taka pustka, że powinnam unosić się w powietrzu jak balon wypełniony helem. Ale nie unoszę się. Tak więc wykopałam sobie łopatką dołek, naciągnęłam worek na głowę i udaję, że mnie nie ma. Przy okazji odkopałam perełkę…
From above jest kompozycją Larsa Danielssona (którego jestem wielką fanką) i to dzięki niemu poznałam Victorię Tolstoy, prawnuczkę Lwa Tołstoja, tego Rosjanina, jednego z największych pisarzy wszystkich czasów. Ale Victoria jest bardziej Szwedką niż Rosjanką i śpiewa głównie w języku Lennona; nawet ruskoje posmętnice. Jej głos jest krystalicznie przejrzysty, jak skandynawskie powietrze i ma w sobie polarną powściągliwość. Może dlatego doskonale orzeźwia w takie upalne dni, jak ostatnio. A przynajmniej mnie orzeźwia. Co ciekawe, Victoria nie wzięła w swoim życiu ani jednej lekcji śpiewu i być może właśnie dlatego potrafi wydobyć z siebie taki czysty i silny głos.
Piosenka jest historią o słodkim, ukochanym oszuście, który robiąc wszystko nie zrobił nic. Ma swoje imię wyryte na ścianie, które jak puste naczynie ponownie wypełnia niczym. Łatwo poddać się, o wiele trudniej przełknąć gorycz i pozostać wyprostowanym. Dla tego szalonego człowieka z wielkim gestem życie było nieustającym balem i chociaż miał wszystko, to jednak nie miał nic. Jego głównym rywalem było przeznaczenie i to ono przywróciło go rzeczywistości, kiedy staczał się po równi pochyłej wprost pod zawalającą się ścianę. Nic nie widział aż do pewnego listopadowego wieczoru, kiedy przez kolory jesieni spojrzał na siebie z góry i wszystko co mógł przywołać, to mrożące w żyłach szaleństwo, które zapamięta jako magię wszystkiego, co się wydarzyło. A teraz jest w innym miejscu, widzi inną twarz jakby patrzył na siebie z góry…
From above jest kompozycją Larsa Danielssona (którego jestem wielką fanką) i to dzięki niemu poznałam Victorię Tolstoy, prawnuczkę Lwa Tołstoja, tego Rosjanina, jednego z największych pisarzy wszystkich czasów. Ale Victoria jest bardziej Szwedką niż Rosjanką i śpiewa głównie w języku Lennona; nawet ruskoje posmętnice. Jej głos jest krystalicznie przejrzysty, jak skandynawskie powietrze i ma w sobie polarną powściągliwość. Może dlatego doskonale orzeźwia w takie upalne dni, jak ostatnio. A przynajmniej mnie orzeźwia. Co ciekawe, Victoria nie wzięła w swoim życiu ani jednej lekcji śpiewu i być może właśnie dlatego potrafi wydobyć z siebie taki czysty i silny głos.
Piosenka jest historią o słodkim, ukochanym oszuście, który robiąc wszystko nie zrobił nic. Ma swoje imię wyryte na ścianie, które jak puste naczynie ponownie wypełnia niczym. Łatwo poddać się, o wiele trudniej przełknąć gorycz i pozostać wyprostowanym. Dla tego szalonego człowieka z wielkim gestem życie było nieustającym balem i chociaż miał wszystko, to jednak nie miał nic. Jego głównym rywalem było przeznaczenie i to ono przywróciło go rzeczywistości, kiedy staczał się po równi pochyłej wprost pod zawalającą się ścianę. Nic nie widział aż do pewnego listopadowego wieczoru, kiedy przez kolory jesieni spojrzał na siebie z góry i wszystko co mógł przywołać, to mrożące w żyłach szaleństwo, które zapamięta jako magię wszystkiego, co się wydarzyło. A teraz jest w innym miejscu, widzi inną twarz jakby patrzył na siebie z góry…
No i teraz się zasłuchuję w VT. Przepiękny głos, to fakt.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Miłego słuchania :)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Ci się spodobało.
Pozdrawiam
Pięknie.. :*
OdpowiedzUsuńJa też jestem jak balon, napięta aż przezroczysta
Delikatnie przywiążę do Ciebie wstążeczkę i popilnuję, żebyś nie odleciała zbyt wysoko i nie zahaczyła o gałęzie ;)
OdpowiedzUsuńI nie znikaj już, nawet na chwilę. Proszę.