Wakacyjne poranki mają w sobie niespieszny spokój i wyludnione ulice. Patrzę na miasto z okna samochodu i marzy mi się, żeby tak było przez cały rok. Kilka ciepłych i słonecznych dni usypia czujność i wydaje się, że każdy następny dzień też będzie taki letni, jasny, długi….
Dzisiaj kawa nie smakuje i nie budzi do życia. Mam sporo pracy i głęboko zakorzenioną niechęć do niej. I do życia.
Dzisiaj kawa nie smakuje i nie budzi do życia. Mam sporo pracy i głęboko zakorzenioną niechęć do niej. I do życia.
ja też dzisiaj czuję coś ciężkiego w powietrzu. powinna być burza, oczyściłaby atmosferę i myśli.
OdpowiedzUsuńNo to czekamy na burzę.
OdpowiedzUsuńW moim wypadku wakacyjne poranki miały coś z alko-holocaustu, a to prawie jak "coś ciężkiego" w powietrzu :)
OdpowiedzUsuńUwierzysz, że od tygodnia nie piłem kawy? Że nawet nie zwróciłem uwagi na to jak pieprzone miasto może być znośne o 4.00 rano, gdy wychodzę z psem i oprócz psa nie widzę nawet połowy jakiegoś dwunożnego ludzia?
Pzdr!
Lukaso, wierzę zarówno w ciężkość poranków jak i to, że od tygodnia nie piłeś kawy. Zresztą miałeś co innego do roboty ;)
OdpowiedzUsuń