Lato jest dla mnie czasem roztrenowania i wszelka aktywność fizyczna budzi we mnie ogromną niechęć. Leniwie snuję pomiędzy dniami, pozwalam mięśniom wiotczeć a kształtom zaokrąglać się.
Czasami wyciągam swój zielony rower z piwnicy i ruszam znajomymi ścieżkami leśnymi docierając do jeziora, które przeraża czarnym lustrem wody a drzewa przeglądają się w nim i drapią gałęziami. Okrążam jezioro, mijam fragment bukowego lasu i wjeżdżam do wsi przyglądając się nowym domom i ogrodom. Psy szczekają, czarne koty przebiegają drogę a komary tną niemiłosiernie. Odwiedzam Brodatego, nalewa mi piwo do szklanki, a nie do plastikowego kubka jak turystom, pyta co u mnie słychać i wyłącza radio, żebym mogła posłuchać kumkania żab, cykania świerszczy i swojego wewnętrznego głosu. A potem opłotkami wracam do domu.
Czasami ruszam w drugą stronę; mijam szkołę, ostatnie zabudowania i wyjeżdżam na poligon, a może raczej wspomnienie po nim. Przejeżdżam obok małego jeziorka, ruin wartowni i docieram do leśniczówki kierując się do Doliny Radości w poszukiwaniu uśmiechu i nowej porcji zdziwienia, że są jeszcze takie miejsca rzadko odwiedzane przez ludzi, niezaśmiecone cywilizacją. Zdarza mi się tam zgubić, bo świat jest dla mnie workiem puzzli, które znam każde z osobna ale nie potrafię ich złożyć w całość.
Pod koniec lata budzę się z tego letargu w za ciasnych spodniach, przecieram oczy i myślę o tym, że najpierw z nadzieją wdychałam zapachy wiosny a potem pozwoliłam latu przejść obok siebie...
Czasami wyciągam swój zielony rower z piwnicy i ruszam znajomymi ścieżkami leśnymi docierając do jeziora, które przeraża czarnym lustrem wody a drzewa przeglądają się w nim i drapią gałęziami. Okrążam jezioro, mijam fragment bukowego lasu i wjeżdżam do wsi przyglądając się nowym domom i ogrodom. Psy szczekają, czarne koty przebiegają drogę a komary tną niemiłosiernie. Odwiedzam Brodatego, nalewa mi piwo do szklanki, a nie do plastikowego kubka jak turystom, pyta co u mnie słychać i wyłącza radio, żebym mogła posłuchać kumkania żab, cykania świerszczy i swojego wewnętrznego głosu. A potem opłotkami wracam do domu.
Czasami ruszam w drugą stronę; mijam szkołę, ostatnie zabudowania i wyjeżdżam na poligon, a może raczej wspomnienie po nim. Przejeżdżam obok małego jeziorka, ruin wartowni i docieram do leśniczówki kierując się do Doliny Radości w poszukiwaniu uśmiechu i nowej porcji zdziwienia, że są jeszcze takie miejsca rzadko odwiedzane przez ludzi, niezaśmiecone cywilizacją. Zdarza mi się tam zgubić, bo świat jest dla mnie workiem puzzli, które znam każde z osobna ale nie potrafię ich złożyć w całość.
Pod koniec lata budzę się z tego letargu w za ciasnych spodniach, przecieram oczy i myślę o tym, że najpierw z nadzieją wdychałam zapachy wiosny a potem pozwoliłam latu przejść obok siebie...
Bo lato jest duszne i wilgotne. Jak tu się do niego przytulić? ;)
OdpowiedzUsuńmijsca niezaśmiecone cywilizacją są najlepsze nie tylko na lato, ale na wszelkie całoroczne zmęczenie.
OdpowiedzUsuńa propos za ciasnych spodni... przez całą powódź siedziałam w domu - bo się bałam wyjść, zresztą lało okropnie - i zajadałam stres czekoladkami. teraz trzeci dzień jem głównie owoce...:-/
Taju,
OdpowiedzUsuńRzeczywiście nijak nie da się przytulić :)
Tylko dlaczego żal, że minęło?
Emmo,
OdpowiedzUsuńW większości owoce też tuczą, ponieważ mają dużo cukru - uważaj :)
To już lepiej jedz gorzką czekoladę - taką która ma minimum 60% kakao ;)
Lato...hmmm...chyba jednak lubie je najbardziej, mimo, ze urodzilam sie jesienia - ale chyba nie o to chodzi.
OdpowiedzUsuńZ tego co napisalas wywnnioskowalam, ze Twoja okolica ladna, wioska, jeziorko...to przeciez marzenie!
U mnie masa takich parkow, troche dzikich i w sumie mimo, ze do city mam 10 minut mieszkam troche inaczej niz caly Hamburg. To mi duzo daje.
Na rowerze jezdze codziennie - niestety glownie w celach zaopatrzeniowych. Niestety, bo w sumie za malo odwiedzam te parki (malutkie bajorko tez tam jest).
W HH jest jezioro w samym miescie - to taki maly ewenement - nie kazde miasto tak ma. Tam tez lubie lazic. No i port + okolice - przypomina mi Sz-cin moje rodzinne miasto - tylko w duzym wydaniu.
pa Ewa, ide na rower...
Asho,
OdpowiedzUsuńlubię lato, zwłaszcza z taką pogodą jak ostatnio: słonecznie, temperatura około 22 stopni, idealnie :) Problem w tym, że latem nic mi sie nie chce...
Wiesz, ja też urodziłam się jesienią :) Czyżbyś była spod znaku Wagi? Twoja artystyczna natura na to wskazuje :)
Okolica rzeczywiście ładna. Mieszkam na obrzeżach miasta i wystarczy kilka minut jazdy na rowerze aby dotrzeć do miejsc, które opisałam. Albo nad morze, chociaż do niego jest dalej i wracać trzeba pod górkę ;)
A! to pieknie mieszkasz. Blisko wagi ale juz panna z ascentedtem wodnik. Jak na panne to bardzo malo porzadna jestem ale za to metodyczna w pewien sposob. Moze.
OdpowiedzUsuńAle nie zapominajmy, ze to tylko slonce tak stalo...wszystkie inne planety trzeba ogladac. Ja kiedys poogaladalam i mam cztery w lwie! (jakby lew to taki dobry...ale jakos mi sie zapamietalo).
Moja mama jest waga.
Pozdrawiam horoskopowo i zodiakalnie:)