Pierwsze dni lata, ciepłe i słoneczne, przywlokły ze sobą choróbsko zniewalające ciało i ducha. Tępy ból głowy, któremu towarzyszy brzęczenie roju pszczół, nie pozwala na chwilę skupienia a jedyna obecna myśl jest o tym, żeby ktoś litościwie mnie dobił, bo czyż nie dobija się koni? Wszystko boli, światło razi wywołując pulsowanie w skroniach, wtłaczając do krwioobiegu jad porażający mięśnie. Korniki uparcie wgryzają się w korę mózgową, słyszę chrupanie a lecące wióry podrażniają drogi oddechowe wywołując kichanie i skurcz oskrzeli. W ten sposób mózg przyjmuje postać szwajcarskiego sera a twarz wyraz tęsknoty za rozumem.
Czas w pracy na przemian wlecze się niemiłosiernie lub przyspiesza i kiedy w końcu wracam do domu z ulgą zwalam się na łóżko; przyjmuję pozycję embrionalną i zapadam w sen. Rano budzę się i mam wrażenie, że kolejny raz przeżywam ten sam dzień, jakby zamknęła się pętla czasu. Dzień Świstaka?
Czas w pracy na przemian wlecze się niemiłosiernie lub przyspiesza i kiedy w końcu wracam do domu z ulgą zwalam się na łóżko; przyjmuję pozycję embrionalną i zapadam w sen. Rano budzę się i mam wrażenie, że kolejny raz przeżywam ten sam dzień, jakby zamknęła się pętla czasu. Dzień Świstaka?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz