Po wczorajszym gradobiciu, wypałowaniu kilku osób i spędzeniu w pracy blisko dwunastu godzin odczuwam pewną ociężałość umysłową graniczącą z niedorozwojem. Energii wystarczyło zaledwie na zamknięcie kluczowych spraw i po naciśnięciu enter poczułam, jak schodzi ze mnie powietrze niczym z balonika przekłutego szpilką.
Dzisiaj dla odmiany piję miętę z guaraną na otrzeźwienie i tępo spoglądam przez okno na moje kasztanowce, które w końcu założyły na siebie coś na kształt liści i leniwie przygotowują się do kwitnienia.
Z niesmakiem przyglądajam się pobojowisku na moim biurku i wokół siebie; postanawiam głośno, że końcu posprzątam. Agata ze słodyczą niewiniątka pyta mnie: ale kiedy, no powiedz Evo, KIEDY to zrobisz??
Milcz kwiatuszku, bo Cię zerwę odpowiadam równie słodko i zawieszam się…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz