Wiosna

Wiosna

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Zielone oczy

Kilka lat temu znalazłam w sieci ścieżkę do pewnej Ewy, która jak gwiazda, świeciła własnym, niepowtarzalnym blaskiem. Ścieżka wiła się zagadkowo w blogowej dżungli i niejednokrotnie urywała się, zarastała. Miałam wiele szczęścia, że nie zgubiłam tej drogi. Podczas tej niezwykłej wędrówki Jej śladami docierałam w różne miejsca i spotykałam różnych ludzi.

Pewnej wyjątkowo ciemnej i samotnej nocy, kiedy wydawało mi się, że nic już nie mam do stracenia, bo wszystko przegrałam, napisałam kilka słów i wcisnęłam enter, bo przecież moje oczy są też zielone. Odezwała się do mnie. Wymieniłyśmy niewiele słów; ale wszystkie były ciepłe, szczere, uważne.

To dobrze, że jesteś niedoskonała – napisała, żadne życie nie jest nudne.

Dała mi klucz do swojej księgi, ale zaraz potem zabrzmiał ostatni akord i zabrała stamtąd wszystkie słowa.

Czasami wraca, czasami coś napisze. Zawsze czekam, otwieram drzwi, zaglądam. To miejsce, nawet pod Jej nieobecność, nie jest puste. Wypełnia je pamięć, wspomnienie i Jej szczególny dar przyciągania do siebie ludzi i czynienia dobra mimo własnego, jak zwykła mawiać, pogiętego losu.

Żałuję, że nie zdążyłyśmy zbliżyć się do siebie i poznać lepiej. Pociechą jest to, że wciąż mogę znaleźć ją w tym wietrznym zakątku, nawet, jeśli delikatny zapach perfum jest wszystkim, co zostawi.

Dzisiejsze słowa kieruję do Ciebie, Małgosiu, ponieważ chcę, żebyś wiedziała skąd przyszłam i dlaczego jestem. Uczciwość i szczerość to fundament, na którym Ewa budowała relacje z ludźmi, a ja też nie umiem inaczej.

Na jednym ze spotkań zaduszkowych ksiądz Niedałtowski prostymi słowami mówił o tym, że w dzisiejszym świecie nie opłaca się być szczerym, dobrym, uczciwym. Eksponując te cechy narażamy się na śmieszność i ryzyko niepowodzenia. Ale nawet, jeśli nie opłaca się być uczciwym i wrażliwym człowiekiem, to jednak warto nim być, zawsze warto. Te słowa zapadły głęboko w moją pamięć i wracam do nich i do tego wyjątkowego wieczoru zawsze, ilekroć tracę wiarę w ludzi i potrzebuję siły, aby podnieść się z kolan.

Twoje słowa mówią mi, że zawsze warto pisać, chociażby dla siebie samego, a ja daję im wiarę i nieudolnie, od kilku dni, piszę do Ciebie ten właśnie list.

Liznęłyśmy pewnego strachu i nie smakował on jak lody waniliowo-czekoladowe, bo takie lubię najbardziej. I jeśli pewnego dnia spotkasz kobietę otuloną strachem, który znasz, ponieważ go doświadczyłaś, to bez wahania przytulisz ją do serca i zwyczajnie powiesz:
rozumiem, wszystko, co mogę teraz dla ciebie zrobić, to zaczekać tu z tobą, podarować ci tych kilka słów, którym dzisiaj jeszcze nie dasz wiary, bo paradoksalnie musisz przez to przejść sama…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz