Chciałabym być jak kamyk; ten z wiersza Herberta. Chciałabym umieć wyznaczyć granicę siebie i strzec, aby nikt jej nie przekroczył i abym sama jej nie przekraczała. Chciałabym wypełnić siebie sensem i godnością; nie dać się oswoić, nie dać się ogrzać fałszywym ciepłem.
Ale nie jestem kamykiem; ani tym z wiersza Herberta, ani tym z wiersza Szymborskiej.
Dobrze, że po mroku nocy przychodzi błękit poranka; można uczepić się wstającego dnia i jak pasażer na gapę zatoczyć kolejne koło.
Ale nie jestem kamykiem; ani tym z wiersza Herberta, ani tym z wiersza Szymborskiej.
Dobrze, że po mroku nocy przychodzi błękit poranka; można uczepić się wstającego dnia i jak pasażer na gapę zatoczyć kolejne koło.
też bym chciała, a najbardziej "patrzeć okiem spokojnym bardzo jasnym" na ludzkie sprawy...
OdpowiedzUsuńUliszko, takiego spojrzenia mi też brakuje - spojrzenia na ludzi i na siebie. Ale trudno patrzeć jasno, kiedy w głowie chaos i mrok...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Dobrze, że nie jesteś z kamienia.
OdpowiedzUsuńPowagę zachowujesz nie z konieczności, a kiedy czujesz, że tak trzeba. I masz mięśnie śmiechu.
Pozdrawiam.
Małgosiu,
OdpowiedzUsuńdziękuję...