Wiosna

Wiosna

sobota, 24 kwietnia 2010

Wieczor z Anną



Poznałyśmy się w fabryce talentów, gdzie obie pracowałyśmy. Ona strzegła wejścia do gabinetu Carycy Srogiej, a ja upajałam się własną beznadziejnością w klitce na końcu korytarza. Anna jest niezwykle piękną, wysoką kobietą o blond włosach i szmaragdowym spojrzeniu. Ale to, co zachwyca w Annie najbardziej, to czysta dusza i piękny umysł.



Nie wiedzieć czemu lgnęła do mnie; do tych moich 162 centymetrów wzrostu i ptasiego móżdżku.



Przychodziła do mnie na śniadanie albo na fajkę, bo wtedy jeszcze paliłyśmy.Otwierałyśmy szeroko okno, siadałyśmy na parapecie i puszczałyśmy kółka z dymu. Wiewióry kręciły nosem, a ptaki podlatywały i dziobały wyrzucone okruszki.



Anna wyciągała mnie w różne miejsca i mówiła ej tam, kiedy miałam wątpliwości albo nie chciałam tańczyć czy wypić kolejnego piwa.



Potem Anna dała się zwerbować do fabryki snów i chociaż pewien wspólny etap życia zakończył się, to pozostałyśmy sobie bliskie. Chodzimy czasem do kina, tego najlepszego w mieście; bez popcornu i reklam, za to z knajpką, do której idziemy na piwo i ciągniemy zapałki, która z nas będzie piła bezalkoholowe, bo przecież trzeba wrócić do domu. Siadamy na kanapach i sobie milczymy. Bo milczenie wychodzi nam najlepiej. Czasami sobie ponarzekamy na mężów i przychówek, i na to, że tak mało nas dla siebie.



Wczoraj Anna wpadła na wino i przytargała ze sobą aparaty, obiektywy, statywy i nie wiem co jeszcze. Przygotowałam dla nas sałatkę, trochę sera i otworzyłam butelkę wina, którą trzymałam właśnie dla Niej. Wino o zapachu lasu i smaku jagód. Wczoraj powiedziałam Jej o tym, jak bardzo ją cenię, jak bardzo podziwiam i jak wiele dla mnie znaczy Jej przyjaźń i to, że możemy sobie razem pomilczeć. Anna uroni, a ja otwierałam kolejne butelki i dolewałam wino do kieliszków. W międzyczasie tarzałam się po podłodze, a ona robiła tysiące zdjęć. Palący Malboro patrzył na to wszystko z przerażeniem w oczach, a potem wyszedł wyprowadzić na spacer psa sąsiadów.



Palący Malboro przyniósł mi rano kawę do łóżka, a na śniadanie podał wykład o braku odpowiedzialności i o tym, że rozpijam młodzież i że po to ma się mózg, żeby go używać do myślenia. Dodał również, że mogłam go uprzedzić, że będziemy piły na sportowo. Dziecko chichotało pod kołdrą zadowolone, że chociaż raz to nie ono dostało opieprz, a ja pomyślałam, że Palący Malboro zwyczajnie nam zazdrości. Potem policzyłam puste butelki, poszłam kupić bukiet kwiatów i pojechałam do Anny z przeprosinami. Autobusem. Bo ponad trzy litry wina na dwie to nie przelewki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz