Wiosna

Wiosna

sobota, 3 kwietnia 2010

Takie tam

Palący Malboro wyznaje z miną niewiniątka, że chciałby w prezencie urodzinowym dostać zajebiste stringi. Krztuszę się herbatą, z oka wypada mi soczewka i ląduje w zielonych fusach.
No to niezły pasztet, myślę.
...
Dziecko odwiedza mnie na kanapie i szepcze do ucha, że napisało dla tatusia wierszyk.
A to mała żmija, myślę, koniec z pożyczaniem pończoszek i bluzeczek.
Dziecko siedzi, macha nogą i nawija makaron na uszy. Zaczyna skubać mi ucho, potem skubie moje wąsy.
Co robisz, warczę.
Uśmiecham cię, odpowiada.
...
Palący Malboro zaprasza nas na obiad. Potem wędrujemy po uliczkach Starego Miasta. Palący Malboro otrzymuje prezent od natury – srak naptał mu na głowę. Wkurzony mruczy, że takie właśnie ma gówniane szczęście w życiu. Ja płaczę ze śmiechu.
...
Wypluwam gumę na chodnik; staram się, żeby upadła jak najdalej. Dziecko syczy: Ależ mamo! Palący Malboro komentuje: A to się matka wyluzowała…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz