Wiosna

Wiosna

sobota, 17 kwietnia 2010


Jedna z myśli Arystotelesa mówi o tym, że każdy człowiek może być szczęśliwy, o ile zachowa umiar, albo inaczej – wyćwiczy się w szukaniu środka pomiędzy ekstremami.

Męstwo jest cnotą, która istnieje między dwiema skrajnościami (wadami) – tchórzostwem i brawurą.

Andrzej Dziuk mówi:
„Nieszczęście bycia w świecie polega na tym, że źle rozpoznajemy własne możliwości. Zawsze mamy poczucie, że „nie teraz”, „nie mnie”, „nie to”, „nie tak”. Definiujemy naszą egzystencję na poziomie fałszywej świadomości – wydaje się nam, że jesteśmy stworzeni do innego życia, do lepszej rzeczywistości. Gdyby człowiek prawdziwie rozpoznał potencjał, którym dysponuje, poczułby radość z odkrywania siebie i tego, co ma wokół. Każde odkrycie jest przekroczeniem, dojściem do czegoś nowego. Mówiąc banalnie – postrzegamy szczęście jako daleką, nieosiągalną wyspę. My się nie odważamy do tej wyspy dopłynąć. Wydaje nam się, że nas na to nie stać. Mało tego – nawet będąc na tej wyspie, nie dostrzegamy jej, uważamy, że ta prawdziwa jest gdzieś daleko, poza naszym zasięgiem. Takie myślenie jest początkiem depresji, destrukcji, tragedii. Myślę, że każdy może być szczęśliwy. Ważne jest to słowo „może”, bo ono pozostawia nam wybór, decyzję. Nie skazuje nas na szczęście (śmiech).”

Kiedyś napisałam, że szczęście można sobie pracowicie utkać, niczym gobelin, i powiesić na ścianie. Napisałam również, że szczęście samo w sobie nie istnieje, tak, jak życie samo w sobie nie ma sensu.

Swoje szczęście tkałam każdego dnia; cierpliwie, czasami bez wiary w powodzenie. O tak, wątpliwe ono jest. Każdą chwilę wplatałam z nadzieją, że będzie właśnie tą ostatnią.

Czasami przestaję wierzyć w siebie i swoje uczucia. Ostatnio dużo tej niewiary we mnie. Patrzę wówczas na utkany w pocie czoła gobelin aby przypomnieć sobie, jak wygląda chwila tego, co ludzie nazywają szczęściem...
Czasami mi się to udaje, czasami nie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz