Mijamy się na parkingu. Cmok, cmok. Wracasz, wychodzisz?, pyta. W Jego głosie słyszę zmęczenie, smutek. W głowie delikatnie odzywa się dzwoneczek i budzi Wielki Wyrzut Sumienia.
Wychodzę, mruczę pod nosem.
I na środku parkingu, pod wścibskimi oknami, między przechadzającymi się gołębiami, biegającymi psami i wrzeszczącymi dziećmi wtulam się w Niego z poczuciem winy.
Wracam późnym wieczorem. Witają mnie ciemne okna i zamknięte drzwi. Nie mam kluczy. Siadam na ławce i czekam na odsiecz. I zastanawia mnie jedno; jeśli wciąż mnie ubywa, jeśli jest mnie dla nich coraz mniej, to gdzie jest to, co ubyło i to, czego jest mniej...?
Wychodzę, mruczę pod nosem.
I na środku parkingu, pod wścibskimi oknami, między przechadzającymi się gołębiami, biegającymi psami i wrzeszczącymi dziećmi wtulam się w Niego z poczuciem winy.
Wracam późnym wieczorem. Witają mnie ciemne okna i zamknięte drzwi. Nie mam kluczy. Siadam na ławce i czekam na odsiecz. I zastanawia mnie jedno; jeśli wciąż mnie ubywa, jeśli jest mnie dla nich coraz mniej, to gdzie jest to, co ubyło i to, czego jest mniej...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz