Razem z szalikiem wpycham do rękawa zgiełk codzienności i oddaję do szatni. Zmęczenie stawia opór i nie pozwala powiesić się na wieszaku; dumnie mi towarzyszy. Rozglądam się wokół, ale tym razem bez ciekawości. Wszędzie dostrzegam dojrzałość, w której przeglądam się jak w lustrze. Uciekam na swoje miejsce i zagłębiam w fotelu. Próbuję oczyścić umysł ze śmieci, osadzić się tu i teraz. Nieoczekiwanie w kieszeni odzywa się schowany niepokój i rozpoczyna swoją wędrówkę.
A tymczasem dzieje się pasjans. Obserwuję narodziny romansu z publicznością. A może to publiczność romansuje z artystami? Z widowni słychać chórek. Brzmi doskonale. Ja też nucę pod nosem, że naprawdę nie dzieje się nic. A może jednak coś się dzieje na przekór temu nic?
a ja leżę i leżę i leżę
i nikomu nie ufam
i nikomu nie wierzę
a ja czekam i czekam i czekam
ciszę wplatam we włosy
i na palce nawlekam
Poezja i muzyka to doskonały duet...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz