Wiosna

Wiosna

czwartek, 4 marca 2010

Gwarancja

Kwietniowe, słoneczne popołudnie i ponure wnętrze pokoju przyjęć w szpitalu. Przede mną przystojny lekarz, świadomy wrażenia, jakie wywiera na kobietach. Niby uprzejmy i zainteresowany, ale tylko niby. Jestem spięta jak agrafka.
Tu się już nic nie da zrobić, słyszę, można spróbować złagodzić efekt, ale nie dam Pani gwarancji.
Ale jak to, próbuję żartować, to już tak na śmietnik ze mną? Myślałam, że jeszcze do czegoś się nadaję.
Po czterdziestce gwarancja już nie działa, nie ma reklamacji, odpowiada ze śmiechem.
Ja też się śmieję. Przez łzy. Mam już dość. Wiem, że nie da się już nic zrobić, ale daję się zapuszkować na dwa tygodnie.
…
Wczoraj siedzę w gabinecie, przede mną lekarz. Interesujący, przystojny.
Badanie. Ach, boli, syczę.
Przepraszam, przepraszam, przepraszam...
Niepokojąca bliskość okazuje się zupełnie neutralna.
Proszę się nastawić na częste spotkania ze mną, mówi..
Ależ z rozkoszą, myślę sobie.
Jest pani do remontu, uśmiecha się. Doświadczam swoistego deja vu. Z pani przeszłością czas reakcji jest najważniejszy.
Woła pielęgniarkę, która zabiera mnie na badanie. Nie jestem w stanie określić, które dźwięki pochodzą z mojego prywatnego zbioru, a które z aparatu. Zaczynam wpadać w panikę. Wdech, wydech… Działa. Skupiam się. Odbieram wynik. Wykres identyczny jak ten, sprzed dwóch lat. Wracam do gabinetu.
Dobrze, nie wyślę pani do szpitala. Oczy robią mi się wielkie jak spodki. O czym on qrwa mówi?
Wypisuje recepty, instrukcję obsługi i zaprasza za dwa tygodnie.
Ależ z rozkoszą, myślę sobie, z rozkoszą?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz