Trzymam w dłoniach wspomnienia. Pachną jak roztarte liście świeżej mięty. Wyczuwam w nich zapach igliwia, rozgniecionych szyszek, nagrzanej słońcem ziemi. Powoli oswajam się z tym, co się wydarzyło i nie uciekam w popłochu od tamtych słów, myśli i uczuć. Zaglądam do listów, ożywiam martwe linijki tekstu… Do dzisiaj nie rozumiem, co się wydarzyło tamtego styczniowego dnia. Już nie szukam odpowiedzi. Ale nie czekając wciąż czekam... Tymczasem ceruję serce jedwabną nicią nucąc pod nosem
I tak warto żyć....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz