Byłam jak uschnięty liść unoszony podmuchami powietrza. Stłumione pragnienia leżały ukryte pod deskami podłogi, na których układałam kamienie. Dłonie przesypywały piasek, nawlekały na nitkę codzienności owoce smutku, jak czerwone kulki jarzębiny. Zakładałam korale i zamknięta w mydlanej bańce przyglądałam się światu spod przymkniętych powiek.
Żyłam, ale Nie-byłam.
Aż pewnego dnia z letargu wyrwały mnie słowa, które były jak podmuch ciepłego, wiosennego wiatru. Mydlana bańka pękła, a ja spojrzałam w lustro i nie mogłam poznać tej kobiety. Zachłannie rzuciłam się na życie; chciałam być.
A potem z rozpaczą upchnęłam do szklanej butelki to, co ze mnie zostało, zatkałam korkiem i wrzuciłam do morza...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz