Założyłam płaszcz i zamknęłam za sobą drzwi. Włożyłam klucz do kieszeni i mocno zacisnęłam na nim palce. Wyrzucić, nie wyrzucić, wyrzucić, nie wyrzucić…
Wyszłam na zalane słońcem ulice i włóczyłam się bez celu. Mijałam roześmiane twarze i odwracałam oczy od tego szczęścia. Zaglądałam w puste okna w poszukiwaniu schronienia dla zawstydzonych myśli…
Wracaj do swojej muszli – usłyszałam szept za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam depczącą mi po piętach pustkę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz