Fragment "Agnes w Wenecji" Beaty Pawlikowskiej
"Jestem jak wieczny rowerzysta, który bezszelestnie jedzie przez życie.
Jadę przez życie przyglądając się ludziom. Mijam dziecko z tornistrem na plecach, mijam ogrodnika i kobietę, która przycina żywopłot, mijam kobietę o szerokich biodrach, która urodziła dwoje dzieci, a teraz dźwiga do domu siatki z zakupami…
Mijam mężczyznę, który pomimo upału jest ubrany w ciepłą kurtkę, a potem patrzę mu w twarz i wiem dlaczego…
Mijam dwie młode dziewczyny, jedną ubraną w kusą sukienkę, drugą w nabijanych ćwiekami dżinsach… One żyją, mają przed sobą jakiś cel, dokądś zmierzają, rozmawiają… A ja tylko jadę rowerem i nigdy nie umiem się zatrzymać, rozumiesz? Od wielu lat, po prostu nie umiem się zatrzymać.
Nie umiem przestać. Ja tylko układam o nich piosenki. Jadę rowerem przez życie i każda z osób, które spotykam na swojej drodze, staje się bohaterem mojej muzyki. Jestem jak duch wśród żywych ludzi.
Nawet kiedy ktoś mnie woła, to nie potrafię się zatrzymać. Mówię, że nie mam czasu, nie mogę, nie zdążę. I przez cały czas zmierzam do tego, żeby znów w samotności wyprowadzić z garażu moich myśli rower i wyruszyć nim przez miasto. Spotykać kolejne osoby, patrzeć im w oczy i nie zwalniając, zabierać ze sobą kilka ich myśli. Czasem myślę, że to przekleństwo.
Potem staję na scenie i oddaję im to wszystko. Wszystkie myśli, spojrzenia, krople deszczu i promienie słońca, wszystkie ogrody i niezapominajki. Trzymam trąbkę w rękach i mam w niej całe życie, którego nie potrafię przeżyć. Rozumiesz? Bo ja tylko jadę jak cichy rowerzysta przez świat, zbierając od ludzi to wszystko, co niechcący mi oddaja po drodze. Rozumiesz?"
Zachwycam się każdym słowem, każdym zdaniem, każdą myślą zawartą w tej książce.
Czytanie jej sprawia mi tak wielką przyjemność, że łapczywie połykam kolejne strony i w końcu dławię się. Potem wracam do początku i już spokojnie dotykam każdego słowa, każdego zdania, każdej myśli.
Gdybym wiedziała, że mam taki skarb na półce, już dawno nauczyłabym się na pamięć każdej strony i szeptała je sobie na dzień dobry i na dobranoc…. I może nawet w ciagu dnia, żeby poczuć życie.
I nawet Debussy dostał drugą szansę i obronił się na trzy z plusem…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz