Wrócili i przytargali ze sobą bałagan i stertę ciuchów do prania.
Uściski, pocałunki, żarty, przytulanki.
Ale czuję, jak wokół mnie owija się niepokój.
Nie mogę sobie znaleźć miejsca, wszędzie mi za ciasno, zaczynam się dusić.
Czekam na noc jak na zbawienie.
Muszę wyjść. Szukam pretekstu.
Ach, stałam się znowu kobietą, boli mnie brzuch, nie mam tabletek i zabrakło mi... - wykrztuszam zawstydzona i uciekam w ciemny wieczór.
Haust świeżego powietrza, potem drugi.
Jak dobrze...
Wsiadam do samochodu, Sting bierze mnie w objęcia i szepcze czułości do ucha.
Poddaję się tej jego pieszczocie i jadę na pamięć.
Trafiam do Galerii Bandyckiej.
Wybieram sklep sportowy i cierpliwie tłumaczę, że potrzebuję kask, ale taki dla starszej pani, ponieważ ma mi służyć do końca życia.
Uprzejmy pan odpowieada, że każdy tak mówi a tak naprawdę czuje się młodo.
Robię duże oczy ze zdziwienia i grzecznie zakładam na głowę wszystko to, co mi podaje.
Ach, nie w kwiatki - marudzę - kwiatki narysuję sama, jeśli będę miała ochotę. Lakierem do paznokci.
Nie znajduje nic, co spełniałoby moje oczekiwania.
Biegnę do następnego sklepu w poszukiwaniu czerwonych spodni.
Czuję, że koniecznie muszę mieć czerwone spodnie i do tego ze sztruksu.
Jestem przekonana, że w takich spodniach wszystko mi się uda.
Jedne za duże, drugie za małe.
Rozczarowana wychodzę.
W kolejnym sklepie pytam o rozmiar tej czerwonej bluzy.
Uprzejmy pan sprawdza i mówi tak, mamy ten rozmiar, kolor pomarańczowy melanż.
Otwieram oczy ze zdziwienia: ależ jaki to pomarańczowy, przecież widzę, że czerwony.
Ach, to tylko tak jest napisane - odpowiada uprzejmie pan i podaje mi do przymierzenia.
Wędruję do przymierzalni i stwierdzam, że za mała.
Grzecznie wracam i proszę o większy rozmiar.
Ogladam się w lustrze i mimo braku zachwytu postanawiam kupić.
Biegnę do wyjścia i w knajpce zauważam Kolegę z pracy. Siedzi z jakąś Kobietą i pije kawę. Pewnie Szanowna Małżonka, myślę.
Macham radośnie, zauważa mnie i z uśmiechem wita.
Wracam do domu bez tego, po co wyszłam.
Wita mnie bałagan.
Ukochany śpi, dziecko przymurowane do kompa...
Biorę oddech, siadam i piszę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz