Dzieli nas szkło
ciebie i mnie
uwieszona u okna
pająkiem
zaglądam w sieć ulic
łowię
pospieszne bzyczenia kroków
dzieli nas strach
ciebie i mnie
przyparta do ciemnych książek
czuję wypukłe litery
wychodzą sękatą zgrają
naprzeciw mojej niewiedzy
dzieli nas noc
ciebie i mnie
inaczej myślą nam się
nasze postacie w mroku
nie pod tą samą latarnią
wyciągasz do mnie ręce
szukam cię w wielkim mieście
i w łóżku i nad łóżkiem
Trzeba małej odwagi
i wielkiego szczęścia
trzeba najcieplej
stopić niedobre szkło
ugłaskać mój zjeżony strach
przekreślić noc
parą wyciągniętych rąk
trzeba małej odwagi
i
wielkiego szczęścia
H.Poświatowska
Coraz więcej dzieli, coraz mniej łączy.
Poznałam ten wiersz dawno temu. Zaciekawił mnie.
Jakiś czas później dostałam list, a w nim znajome już wersy.
„Żaden ON nie skalałby się takim łkaniem. Myślę, że Ty możesz go komuś podarować i tyle przez niego powiedzieć”.
Tyle, to znaczy: ile? A właściwie, co? Jeśli żaden on nie skalałby się takim łkaniem, to znaczy, że ja mogę?
Jestem uwięziona w swojej samotności, w swoim małym, ciasnym świecie. Nie umiem wyjść Tobie naprzeciw, nie umiem otworzyć swoich myśli, uczuć, tęsknot i radości. Nie umiem z Ciebie wyszarpać tego całego bólu życia i ukoić zmęczonego ducha.
Jesteśmy jak dwie samotne skały, które moczy deszcz, szarpie wiatr, pali słońce.
Nie sposób zbliżyć się do siebie.
„Całą powierzchnią skłaniam się ku tobie,
a całym wnętrzem leżę odwrócony”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz