Do głowy wdziera się brutalnie dźwięk budzika. Cholera, przecież miała być niedziela. Próbuję zwlec się z łóżka, ale ciało stawia opór. W głowie kolega dzięcioł właśnie rozpoczął pracowity dzień; łup, łup, stuk, puk… W końcu podnoszę się i ruszam na poszukiwanie cholernego telefonu. Obijam się o meble, z trudem utrzymuję pion. Jest. Wyłączam. Odnajduję drogę do sypialni i z ulgą zwalam się w nagrzaną pościel.
Łup, Łup…
Uświadamiam sobie, że wczorajszego wieczoru zaliczyłam odmienny stan świadomości. W pamięci biała plama niczym nakrochmalony i wyprasowany obrus na wigilijnym stole; ani jednego załamania. Niedobrze. Zapadam w niespokojny sen.
Łup, Łup, Łup…
Wstaję i próbuję dotrzeć do kuchni. Otwieram szafkę, odnajduję buteleczkę i nieporadnie wyjmuję biało-niebieską pigułkę. Chciwie popijam wodą. Wracam do łóżka. Nadal nic nie pamiętam. Cholera.
Łup, Łup, Łup…
Kiedy to się skończy?
Łup, Łup, Łup…
Kolejna krótka drzemka. Już trochę lepiej. Wtulam się w mężczyznę w moim łóżku. Cierpliwie dopasuję swoje ciało do jego ciała. Leniwie się kokoszę. Jak dobrze…
Łup, Łup, Łup…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz