Dzisiejszy poniedziałek należy do gatunku tych leniwych. Zanurzam się w lenistwie jak w ciepłej kąpieli o zapachu sosnowych szyszek. Szukam wspomnienia wiosennego lasu, ale to jeszcze nie ta pora. W moim sercu zima i bliżej mi do Królowej Śniegu niż do Przyjaciół ze Stumilowego Lasu.
Dzień snuje się leniwie i nie chce nabrać tempa.
Dopiero wieczór przynosi ożywienie i radość. Pakujemy narty, wyciągamy ciepłe ubrania i ruszamy.
To był świetny pomysł. Czuję, jak ciało mobilizuje się, spina, rozluźnia. Czuję przyjemne zmęczenie. Pogoda cudowna; łagodny mróz, bezwietrznie. Na stoku zaledwie kilka osób. Właściwie to bardziej ośla łączka, ale przecież mi wystarczy. Po ubiegłorocznej rzeźni w Alpach myślałam, że długo nie założę nart. Przełamałam strach. Jestem gotowa ponownie zmierzyć się z Wielką Górą.
Powrót krętą, kaszubską drogą. Ciemno, nieprzyjaźnie. Przydrożne drzewa oblodzone. Straszą nagimi gałęziami. Brrrr... Jak dobrze, że nie muszę prowadzić. Ale i tak cały czas skupiam uwagę na jezdni.
Teraz gorąca herbata, kapiel i do łóżka.
Lubię tak się zmęczyć :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz