Leżałam na trawie.
Słońce ciepłym promieniem pieściło moje ciało.
Wiatr dopełniał pieszczoty.
Spod zamkniętych powiek wsłuchiwałam się w bicie serca.
Miarowy rytm przywołał senność.
Morfeusz przysiadł u moich stóp i z łagodnym uśmiechem przesunął dłonią po wewnętrznej stronie uda.
Wstrzymałam oddech; kojący dotyk uspokajał tęsknoty.
Uniosłam się i miękko, z dziecięcą ufnością, wtuliłam w jego ramiona…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz