"Nie miałam ostatnio nastroju do pisania. Poczułam pustkę i skupiłam się na wykonywaniu codziennych czynności. Odnoszę wrażenie, że świat znowu przyspieszył, dni mijają i rozmazują się, jak krajobraz za oknem pędzącego samochodu. Zastanawiam się czasami, kiedy ta prędkość osiągnie punkt krytyczny i wszystko zamieni się w kupę gruzu albo wystrzeli w kosmos.
Przez ostatnich kilka dni temperatura spadla do minus 20 stopni i najchętniej poddałabym się hibernacji. Co ciekawe, kiedy wczoraj popołudniu termometr pokazał tylko minus 7 stopni, to myślałam, że zagotuję się w kilku warstwach ciepłej odzieży. Oczywiście było to bardzo złudne uczucie; wyziębiłam organizm i w konsekwencji cały wieczór nie mogłam się rozgrzać.
W nocy świat pokryła warstwa świeżego śniegu, albo raczej białego gówna, bo trudno nazwać to inaczej. Znowu trzeba było odśnieżać samochód, drogi śliskie i nieodśnieżone; jednym słowem koszmar. Chociaż trudno nie zachwycić się ubranymi w biel drzewami i wirującymi płatkami śniegu....
I tak mijają dni; w pośpiechu, w przelocie, w zamyśleniu, w niedokończeniu....
(...)Czasami myślę, że byłoby miło obudzić się rano w nowym wcieleniu, nie tylko fizycznym. Odrzucić bagaż przykrych wspomnień, nieakceptowanych cech charakteru, które męczą i burzą harmonię. Ale niestety, trzeba pogodzić się z sobą i polubić swoje ja.
Co do marzeń, to powinny sięgać nieba i wprawiać nas w stan metafizycznego uniesienia. Marzenia nie mogą być łatwe do spełnienia. Gdyby tak było, nic nie odróżniałoby ich od zwykłych planów, które szczelnie wypełniają codzienność. Był czas, kiedy zapytana o marzenia, nie znajdowałam odpowiedzi. Było to szczególnie przykre, ponieważ uświadamiałam sobie otaczającą mnie bezbrzeżną pustkę i niemoc. Kiedy o niczym nie marzysz, niczego nie pragniesz, czujesz, jak kurczy się Twoje życie, jak wysychasz na wiór".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz