Teoretycznie już
wiosna, ale chłód wciąż nie pozwala rozstać się z ciepłym swetrem i wciąż
marzną dłonie, jeśli zabraknie na nich rękawiczek. Nie wiem, kiedy minęła
jesień, a potem zima. Nie chodzi o to, że minęła jakoś szybko, wspaniale czy
niezauważenie... Chyba nie była uciążliwa, nie dłużyła się i stąd ten lekki żal
czy nawet zawód, że coraz mniej miękko otulającej ciemności,
dającej schronienie przed światem. Jakoś jest inaczej, niż drzewiej bywało. I
nie wiem, na czym to ”inaczej” polega. Coś się we mnie zmieniło? A jeśli tak,
to czy to zmiana na dobre, czy może na złe?
Cześć Ewo :) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńO rany! Kopę lat!
UsuńJa też pozdrawiam :D