Zapomniałam
słów. Niewiele ich było a i tak odeszły w zapomnienie. Pozostała niezbędna
garstka umożliwiającą podróż przez dzień. Kali zabić krowa. Miałam sen. Pisemny
egzamin maturalny z języka angielskiego. Nie dość, że brakowało wiedzy to i
angielskich słówek zabrakło. Na szczęście zadzwonił budzik i uratował mnie z
opresji. Za oknem pięknie. Słonecznie. Tyle światła, że zaczyna chcieć się żyć.
To prawda, że im człowiek starszy, tym bardziej kurczowo trzyma się życia. Cokolwiek
to znaczy. A dzień coraz dłuższy i myślę, że bardzo to lubię, to budzenie się,
to wychodzenie z zimy, z mroku, z nocy. Może zakiełkuje we mnie jakaś nadzieja
na przyszłość, może nie tylko noc moją przyjaciółką. Może też to nie brak słów
tylko brak myśli, które można opowiedzieć, zapisać. Milczenie rozlało się we
mnie bezkresną, przeraźliwie płaską równiną. Nic na niej nie ma i tylko gdzieś
tam daleko ziemia dotyka nieba, łączy się z nim, zamyka mnie w swoim beznamiętnym
uścisku. Znikąd ratunku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz