Wiosna

Wiosna

środa, 26 listopada 2014


Listopad ponurzy się za oknem a już i tak niemożebnie krótkie dni kurczą się nadal niczym wełniany sweter w gorącej kąpieli – końca filcowania nie widać. Ale przecież o gorącu też mowy być nie może, bo jakże to możliwe w listopadowym chłodzie? Zatracam się w ciemności. Słońca nie widziałam od wielu dni i zapominam, jak wygląda. Ostatnie liście opadają z drzew i tylko owoce jarzębiny dzielnie czerwienią się na nagich gałęziach, życzą dobrego dnia, kiedy wybiegam do pracy i smętnie witają kilkanaście godzin później, kiedy znużona wracam do domu. Już nie pytam, jaki jest sens tego wszystkiego i po co właściwie ta gonitwa z góry skazana na wiadomy koniec. Czasami tylko dotyka mnie myśl: a więc to już? to wszystko? Przeganiam ją i wypełniam czas prostymi czynnościami. Rutyna. Jak oaza spokoju, bezpieczna przystań. Można w nią wsiąknąć i nauczyć się nie chcieć nic więcej.

4 komentarze:

  1. Proste czynności to moje deski ratunku na listopadowym morzu ciemności ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama widzisz. Od słowa do słowa i już listopad...
    Pozdrawiam smętnie z mojej małej Syberii:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowa, słowa, słowa...
      Podobno pchają się drzwiami i oknami, ale tutaj są rzadkimi gośćmi ;)
      Uważaj na wilki!
      Serdeczności znad morza posyłam :)

      Usuń