Chociaż nie jestem w wieku szkolnym, to też mam wakacje. Właśnie sobie pomyślałam, że miło byłoby rozpocząć emeryturę, usiąść w bujanym fotelu i z dobrotliwym uśmiechem przyglądać się światu. W taki zupełnie niezobowiązujący sposób. A tak w ogóle to żałuję, że nie urodziłam się artystką; taką z prawdziwego zdarzenia, z pokolenia na pokolenie, z zapisanym w genach talentem. Jakimkolwiek, który pozwoliłby kruchej materii nadać kształt, wydobyć sens z kawałka drewna czy dźwiękiem opisać zapach lata o zmierzchu. Dźwiękiem albo słowem.
W sumie umrzeć wcale nie jest łatwo. Czasami człowiek czeka latami, modli się o ten ostatni oddech i nic. Nie żebym chciała umrzeć; przywiązałam się do życia i myślę, że jest mi z nim do twarzy. Mam zamiar żyć długo, aż do śmierci. No to sobie powiedziałam. Ale to taki wieczór. Dziecko ledwo wróciło z tej swojej Ameryki, zdążyło odebrać świadectwo i już znowu na wylocie. Wpada, wypada. Nieuchronnie dąży do dorosłości. Palący Malboro mówi, że mogłabym w końcu czegoś Jej zabronić a nie tak pozwalać na wszystko. Wzruszam ramionami i proponuję, żeby sam zabronił a nie wyręczał się mną. Niech lata; przecież nie przywiążę sznurkiem do kaloryfera i nie nakleję plastra na buzię. Prawdę mówiąc spełnia moje marzenia, ponieważ mogę obejrzeć świat Jej oczami nie ruszając tyłka z kanapy. Nie projektuję Jej przyszłości, nie wybieram szkoły, kierunku studiów czy znajomych. Bo wiem, że nie jest moją własnością, że nie żyje dla mnie. A swoja drogą macierzyństwo jest jak dożywocie, bez amnestii. I weź tu śpij spokojnie.
W sumie umrzeć wcale nie jest łatwo. Czasami człowiek czeka latami, modli się o ten ostatni oddech i nic. Nie żebym chciała umrzeć; przywiązałam się do życia i myślę, że jest mi z nim do twarzy. Mam zamiar żyć długo, aż do śmierci. No to sobie powiedziałam. Ale to taki wieczór. Dziecko ledwo wróciło z tej swojej Ameryki, zdążyło odebrać świadectwo i już znowu na wylocie. Wpada, wypada. Nieuchronnie dąży do dorosłości. Palący Malboro mówi, że mogłabym w końcu czegoś Jej zabronić a nie tak pozwalać na wszystko. Wzruszam ramionami i proponuję, żeby sam zabronił a nie wyręczał się mną. Niech lata; przecież nie przywiążę sznurkiem do kaloryfera i nie nakleję plastra na buzię. Prawdę mówiąc spełnia moje marzenia, ponieważ mogę obejrzeć świat Jej oczami nie ruszając tyłka z kanapy. Nie projektuję Jej przyszłości, nie wybieram szkoły, kierunku studiów czy znajomych. Bo wiem, że nie jest moją własnością, że nie żyje dla mnie. A swoja drogą macierzyństwo jest jak dożywocie, bez amnestii. I weź tu śpij spokojnie.
Według mnie talentu Ci nie brakuje. Przestań na chwilę słuchać głosu rozsądku i zostań artystką :)
OdpowiedzUsuńChyba każdy ma coś w sobie z artysty :) na swój sposób każdy z Nas nim jest :) artystą swojego życia takiego a nie innego :)
OdpowiedzUsuńMacierzyństwo... hmm.. nie wiem co to znaczy być mamą może teoretycznie ( z obserwacji innych mam ) ale pragnęłabym być mamą w praktyce.. może kiedyś ten cud zdarzy się i mnie :)
Pozdrawiam serdecznie :**
Zenzo, jak zwykle przeceniasz mnie i Twoje wyobrażenie o mnie nijak ma się do rzeczywistości. Ale to miłe, dziękuję łobuzie :)
OdpowiedzUsuńPanno Szepcząca, masz rację; w każdym człowieku drzemie artysta i kowal własnego losu :)
OdpowiedzUsuńA macierzyństwo? Cóż... Tego zwyczajnie trzeba doświadczyć; inaczej nie da rady :) Niech zdarzy Ci się ten cud, jeśli tego pragniesz!
Pozdrawiam :)