Każdy z nas pragnie i potrzebuje poczucia bezpieczeństwa z obawy przed własnymi lękami, przed samotnością, chorobą czy utratą, cokolwiek ona znaczy. Ale największą ironią jest to, że nic nie jest do końca pewne; nawet to najlepiej zaplanowane. Bo nawet w najlepiej ułożonym algorytmie mamy do czynienia z tak zwanym czynnikiem losowym, który sprawia, że wszystko jest ulotne i niepewne. Świadomość tego faktu wydaje się być jedynym bezpieczeństwem.
Nawet chyba najlepszy plan mimo wszystko tak jak napisałaś nie daje nigdy stuprocentowej pewności..
OdpowiedzUsuńbezpieczeństwo coś czego chyba pragne najbardziej.. dac od siebie komuś i czuc się bezpiecznym przy kimś..
Jakie musi być dobre auto? Szybkie? Gdzież tam – musi być przede wszystkim bezpieczne. To samo żywność – smaczna? No tak, ale pod warunkiem, ze jest bezpieczna. Apartamentowce, które się buduje również mają ta podstawową zaletę, że są bezpieczne i znajdują się w bezpiecznej okolicy. Skutkiem przyznania nam piłkarskiego Ojro, będzie to, że wreszcie polscy kibice będą mieć bezpieczne stadiony. Bezpieczne kredyty, wakacje, emerytury, lakiery do włosów, autostrady i papki dla niemowląt to norma, na która prawie nikt już nie zwraca uwagi.
OdpowiedzUsuńNie. Ja nie chce żyć w takim "bezpiecznym" świecie. Ja chcę Żyć! Także z lękami, obawami i porażkami, ze wszystkim, co zwyczajny człowieczy czas na tym padole niesie. Bo chcę bywać szczęśliwy.
Szepcząca Panno,
OdpowiedzUsuńz perspektywy kilku dekad życia mogę podpowiedzieć, że punktem wyjścia jest zasada ograniczonego zaufania :)
Samuelu,
OdpowiedzUsuńHmmmm....
Poczucie bezpieczeństwa i bezpieczny świat, o którym napisałaś, to dwa różne pojęcia. Nie interesuje mnie wypasiony, szybki samochód, apartament na strzeżonym osiedlu w bezpiecznej okolicy i bezpieczne jedzenie; zawsze wybiorę golonkę i piwo do niej. A w wakacje lubię się zmęczyć i sponiewierać w górach. Wszyscy pragniemy miłości, spokoju, poczucia bezpieczeństwa. Ale żeby doświadczyć tych uczuć nie można odcinać się od negatywnych emocji, negatywnych przeżyć jakimi są złość, nienawiść czy niepokój. Każdą z tych emocji trzeba umieć przeżyć i doświadczyć a nie stosować mechanizm wypierania, czy odcinać się od nich, bo to nie prowadzi do niczego dobrego. W życiu na wszystko jest pora – można potraktować to jako banał albo pozwolić sobie na przeżycie wszystkiego, co niesie ze sobą życie i drugi człowiek. Każdą z trudnych emocji trzeba umieć przeżyć w pełni ale też nie można pozwolić, aby one zawładnęły nami, ponieważ wtedy obrócą się przeciwko nam. Innymi słowy: Taki lajf
PS. Ja też lubię bywać szczęśliwa. I to w najprostszy sposób; jedząc pajdę świeżego chleba z masłem i pijąc zimną, źródlana wodę.
A to się rozpisałam :)
Eva, to poczucie bezpieczeństwa, które zdaje sie być dla Ciebie ważniejsze, czy tez warunkujące możliwość konstruowania swojej bezpiecznej rzeczywistości, jest wewnętrzne, do końca subiektywne.
OdpowiedzUsuńZawsze owo poczucie bezpieczeństwa jest pewnego rodzaju projekcja siebie, swoich potrzeb, na świat i ludzi.
Umawiasz sie ze sobą, że określonym osobom, mniej lub bardziej bliskim ufasz, umawiasz sie ze sobą, że będziesz innym czyniła dobro, oczekując od ludzi tego samego, nie jako wzajemność, a jako powielenie wzorca.
Troszczysz sie o bliskich jak i o np. psa, oczekując, że ten pies nigdy nie ugryzie Twojej.
Troszczysz sie o wykształcenie i jak najlepszy start w dorosłość swoich dzieciaków między innymi po to, że by mieć od nich wsparcie w wieku dojrzałym. Itd.
Wszystko to rzecz umowy, Twojej ze sobą. Nie zakładasz, że bezpieczna rzeczywistość, która budowałaś całe dorosłe życie runie, jakiego bądź powodu. Tu nie ma miejsce, na skądinąd wszędzie poza stosowaną zasadę ograniczonego zaufania. Bo albo poczucie bezpieczeństwa w naszym mikroświecie mamy, albo go nie doświadczamy, nie ma miejsca na szarości i półcienie.
Samuelu,
OdpowiedzUsuńjak powiedziała Blimunda z powieści Saramago, każdy ma taki świat, jaki widzą jego oczy. Wiesz, miłość romantyczna to też nic innego jak projekcja własnych emocji. Zdaniem Kapuścińskiego nie istnieje coś takiego jak obiektywna prawda. No i genialna teoria względności Einsteina, moja ulubiona. A świat jest taki, jakim go opiszemy. To też kwestia umowna. I chociaż nie zakładam, że moja bezpieczna rzeczywistość runie, to mam świadomość, że tak może się stać. Stąd zasada ograniczonego zaufania. A dlaczego? Bo zdarzyło się, że runęła, że dostałam po dupie. Jak każdy zresztą. Nic w tym wyjątkowego. Wiesz, test zero-jedynkowy pokazuje czy coś jest, czy nie ma. Ale nic nie mówi o jakości tego, co jest. A to właśnie może być szarość albo półcień.
Eve, coś kombinujesz:-) Powiadasz jakość poczucia bezpieczeństwa. Hm. W skali... Pas:-)
OdpowiedzUsuńZdaje mi się, że w sumie myślimy o tym samym mówiąc o zaufaniu - trzeba miarkować, ograniczać zaufanie do siebie, do swojego widzenia i wartościowania rzeczywistości. Nawet do jej rozumienia.
Każdy przeciętnie rozumny człowiek doświadcza jak często zwana obiektywna rzeczywistość odwzajemnia ufność i starania precyzyjnym kopniakiem w kość ogonową. Inna rzez, że większość z nas te kopniaki ignoruje, póki kość wytrzymuje i nie pęka, póki można iść dalej.
Mówimy o tym samym, chociaż w różny sposób. Pas. :)
OdpowiedzUsuńEvo musze wiec chyba ograniczyc zaufanie,tylko że moja głupiutka naiwność ciągle wpędza mnie w coś co potem przynosi ból.. ale może z wiekiem - im starsza tym mądrzejsza- w końcu na ucze się ograniczać...
OdpowiedzUsuńpozdrawiam w ten piękny sobotni dzień :**