Patrzę na dzisiejszą datę i nie chcę, żeby dotarła ona do mnie. Wrzesień ma się ku końcowi, a ja ciągle w polu i paradoksalnie chciałabym pozostać na nim. Paradoksem jest również to, że wciąż mam w sobie głupią nadzieję. Ale na co, pytasz. Zamykam oczy, żebyś nie zobaczył tej pustki rozrastającej się we mnie jak drzewo. Nie odpowiadam na pytanie udając, że nie słyszę. Nie jest to wcale takie trudne, bo przecież ja trochę nie słyszę, a Ty wciąż nie wiesz, ile to jest to trochę. Kiedyś próbowałeś sprawdzić i pamiętam twoje przerażenie zamaskowane czułością i ciepłym uśmiechem. Od tej pory nie poddajesz mnie próbom, a ja coraz częściej wykorzystuję to i wyłączam się świadomie.
tak czuje że coś chcesz powiedzieć tylko masz nadmiar słów - wal o co chodzi
OdpowiedzUsuńdenaturat się rozlał
OdpowiedzUsuńJa to bym pragnął zaniku. Takiego natychmiastowego. Najlepiej, kiedy liście zaczną żółknąć na całego!!!
OdpowiedzUsuńKopacz, gdyby to było możliwe, chciałabym zmienić się w jakąś formę zwierzęcą lub roślinną; każdego dnia inną. Bez pamięci i zdolności myślenia.
OdpowiedzUsuńevo,
OdpowiedzUsuńależ masz marzenia! jestem za. zawsze powtarzam, że mózgi to nasze przekleństwo. szumieć sobie jak trzcina bezmyślna na wietrze - to by było COŚ!
Tak Emmo, to by było cudowne :)
OdpowiedzUsuńDobrze, że marzenia nic nie kosztują i można marzyć do woli; o wszystkim :)