Myśli najlepiej się mają, kiedy mogą swobodnie krążyć, a ja nie próbuję ich złapać i zapisać słowami. Najpierw umykają spłoszone, a potem zaczynają zabawę w chowanego. Jeśli myślałam, że potrzebują wyrazu i formy by uzewnętrznić się - to byłam w błędzie.
Spaceruję po grubej linie obojętności i wyrzucam z siebie uczucia i myśli jak niepotrzebny balast. Czuję, jak koło powoli domyka się, a ja wracam do siebie zamkniętej, włóczącej się bezmyślnie i niemo pośród dni i ludzi...
Swobodnie krazace mysli - dobrze tak.
OdpowiedzUsuńWolnosc dla mysli.
Nie mysle, ze to co mysle ma do czynienia ze mna Naprawde. To tylo mysli. Niech sobie beda.
Znowu jakies filozofie...ale nie umiem inaczej...myslec.
pozdrawiam!:)