Wiosna

Wiosna

wtorek, 4 maja 2010

Trochę


Trochę się sobie zgubiłam. Nie wiem, jak to się stało i nie wiem, kiedy to się stało, ale stało się. Chciałam napisać ogłoszenie i rozwiesić na mijanych drzewach, ale straciłam orientację, kto właściwie się zgubił i kogo mam szukać i czy w ogóle warto, bo może nie po drodze mi ze sobą i zgubić się sobie należało.

Kręciłam pedałami mojego zielonego roweru i słuchałam ptasich treli. Las przyjął mnie łaskawie i zabrał się za porządki w mojej głowie. Lubię ten rodzaj lasu; strzeliste sosny i brak podszycia, w którym kryją się dziwotwory. Ład i harmonia, prosta arytmetyka; dwa dodać dwa jest cztery i nie trzeba wykazać się kreatywnością i grzecznie zapytać: a ile ma być? Dzisiaj nawet ziewanie czy kiwanie palcem w bucie musi być kreatywne; w przeciwnym razie nie spełniasz standardu i lądujesz na ławce dla rezerwowych.

Miałam się urealnić; ale myśli wyfruwały z mojej głowy, sadowiły się na obłokach i złośliwie chichotały. Coraz mi trudniej wyrwać się ze świata iluzji i wczorajszych snów. Już nie wiem, co jest realne, a co wymyślone. Czasami zadawanie pytań i szukanie odpowiedzi prowadzi na skraj urwiska.

Przede mną dąb Bartuś. Wiek: około 600 lat. Przyglądam mu się z ciekawością i podziwem. A w głowie natrętnie odzywa się Miłosz:

Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.

Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.

Niektórzy mówią, że nas oko łudzi
I że nic nie ma, tylko się wydaje,
Ale ci właśnie nie mają nadziei.
Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,
Cały świat za nim zaraz być przestaje,
Jakby porwały go ręce złodziei.

Poema naiwne to Bieszczady i wieczory poezji w jarze przy dźwiękach gitary, zawodzeniu skrzypiec i szumu leśnego strumyka. Całe wieki temu, ale wspomnienia wciąż żywe, powtarzalne. Wtedy też stałam na krawędzi urwiska. Widocznie to moje ulubione miejsce.


8 komentarzy:

  1. Również i ja zawisłem nad urwiskiem kilka dni temu. Chwila warta opuszczenia swobodnie nóg. Pozdrawiam nocnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W rzeczy samej - uczucie nie tyle ekscytujące, co pobudzające wyobraźnię ;)
    Dobranoc!

    OdpowiedzUsuń
  3. Fryderyk N. powiedział, że człowiek jest liną związany między zwierzęciem, a nadczłowiekiem. Lina ta jest rozpięta nad przepaścią. Taki widać nasz los, że nie potrafimy się wyrwać z tego co pierwotne, co jest naturą naszą - z prostoty życia. To ona jest zwierzęciem co próbuje obalić konstrukcje budowane przez dyskursywny umysł nadczłowieka.
    Kogo właściwie szukasz- zwierzęcia czy nadczłowieka. Siebie? ale którego siebie?
    Las wydaje się tylko ostoją spokoju. W rzeczywistości jest równie bezwzględnym środowiskiem jak nasze, jeśli nie jesteś kreatywny, nie wzrastasz kosztem innych organizmów, we współpracy z nimi, to giniesz. Wysokie sosny żyją i dają żyć innym.
    Stąpanie nad przepaścią wymaga uważności, wyostrzenia zmysłów. Pewnie dlatego tak bardzo lubimy chodzić nad urwiskiem. No i ta myśl, że w każdej chwili można oderwać stopy i wzbić się do lotu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też byłam w lesie. Pojechałam samochodem. Wyłączyłam radio, otworzyłam okno i słuchałam jak deszcz pada.A co się go nawąchałam to moje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zenzo,
    Fryderyk uznawał teorię wiecznego powrotu za swoją hipotezę naukową, a mówi ona o tym, że wszechświat ma skończoną liczbę cząstek i skończoną liczbę układów co oznacza, że każdy układ powraca nieskończoną ilość razy, a otchłanie czasu oddzielaja te powroty. Czyli wszystko się powtarza dokładnie w takim układzie, jak się wydarzyło, tylko my nie mamy o tym pamięci. W tym kontekście szukanie w sobie Nadczłowieka ma sens, ponieważ tylko Nadczłowiek może sprostać świadomości, że każdy nasz wybór jest na wieczność i będzie przeżywany nieskończoną ilość razy.
    Akurat ta część filozofii Fryderyka nie budzi we mnie przekonania, zatem nie będę szukała ani zwierzęcia, ani Nadczłowieka ;)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Małgosiu,
    Bardzo lubię gapić się na deszcz a nawet moknąć.
    Jeśli wystarczająco długo patrzy się na deszcz i nie myśli o niczym, człowieka stopniowo ogarnia uczucie, że jego ciało sie uwalnia, otrząsa z rzeczywistości świata. Deszcz ma hipnotyzującą moc.
    Tak o gapieniu sie na deszcz napisał Murakami i bardzo mi się to spodobało :-)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. W gubieniu się najlepsze są próby znalezienia się:-) Zmuszeni ruszamy na poszukiwania i może się zdarzyć, ze trafimy na zupełnie nową drogę, której wcześniej nawet nie zauważaliśmy. A nawet jeśli wrócimy do tego samego, to rozglądanie się bywa bardzo "odświeżające".

    Pozdrawiam wieczornie:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaiste masz rację, Uliszko :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń