Niektóre poniedziałki mają w sobie coś z pierwszego dnia roku; wypełnione postanowieniami, otwierające drzwi do lepszego jutra, do lepszego ja. Budzisz się o świcie, otrząsasz ostatnie wątpliwości i dumnie wkraczasz w poniedziałek wierząc w to, że potrafisz. Z ufnością bierzesz w ręce swoje życie i próbujesz udoskonalić jego formę albo nadać nowy kształt.
Zazwyczaj sił wystarcza do pierwszego kleksa w zeszycie, pierwszej plamy w książce czy pogniecionej kartki. Gdzieś około środy masz już dość, wywieszasz białą flagę, idziesz do kasy i zamieniasz ten one way ticket do lepszości na bilet powrotny do życia sprzed poniedziałku. I wracasz; wyjmujesz spod łóżka stare, rozczłapane kapcie, zamykasz drzwi, zasłaniasz okna i zanurzasz się w sobie i w doskonałej samotności. Doskonałej, bo nieskażonej postanowieniami...
__________________________________________________________
Przed godziną wróciłam z wieczornego spaceru; wiatr hulał po pustych ulicach, przeganiał chmury z granatu nieba odsłaniając jeszcze smukły, ale już z lekka wypełniający się księżyc w towarzystwie nielicznych gwiazd świecących zimnym blaskiem.
A maj nadal nie chce być majem. Dlaczego?
Poniedziałki rzadko bywają miłe, ale wczorajszy nawet dobrze się układał :)
OdpowiedzUsuńA o maju to nawet słowem nie wspomnę...
Niby każdy dzień to nowy początek, ale poniedziałek jakoś beznadziejnie nie pasuje do tego romantycznego powiedzenia.
OdpowiedzUsuńMaj obudzi się jutro, najpóźniej w czwartek.. tak czekamy.. :)
Poniedziałki pogodziły się z tym, że są nielubiane i nawet nie chcą być miłe...
OdpowiedzUsuńAle czasami się zapomną i wtedy dobrze się układają ;)
Dzień dobry Latarniku :)
Jakkolwiek nie spojrzysz, poniedziałki nigdy nie wydadzą się romantyczne.
OdpowiedzUsuńDobrze Taju, czekamy na przebudzenie maja :)