Dzisiejszego popołudnia postanawiam podarować sobie trochę lenistwa. Kładę się na kanapie, przykrywam miękkim kocykiem i upajam złym samopoczuciem. Fajnie tak poleżeć i pomarudzić. Czytam Pippi Pończoszankę. Niezwykła z niej osóbka; ciekawa świata, szczera, życzliwa, wszystko ją zadziwia. Pippi prowokuje, irytuje mieszkańców i wywraca do góry nogami to, co powszechnie uważane jest za oczywiste. Potem zasypiam. Budzę się ze smakiem gorzkiej czekolady z pomarańczą w ustach, którą wykradłam Dziecku z szuflady i zjadłam. A przecież nie lubię słodyczy. Chce mi się pić. Człapię do kuchni i chciwie piję wodę. Zaglądam do Dziecka; szczerzy do mnie zęby spod pościeli w serduszka. Jest 21.30, a Dziecko już w piżamie, już w łóżku – doprawdy rzecz niesłychana. Coś musi być na rzeczy. Palący Malboro w pokoju obok śledzi cyferki. No tak, zamknięcie Dow Jones, Nasdaq, a potem ruszy Nikkei. To jego świat. Wracam na kanapę, tu jest mój świat; wtulam się w poduszkę i nakrywam głowę kocem. Dobiega mnie tykanie zegarów. Pippi mówi, że zegarek to mały, okrągły przedmiocik, który idzie i idzie i nigdy nie może dojść do drzwi…
:))
OdpowiedzUsuńuwielbiam Pippi za to, że jest wolna i swawolna :)
Ale wolę Lottę, bo jest knąbrna ;P
Z pozdrowieniami :)
Krnąbrna jak Ty, Joanno? ;))
OdpowiedzUsuńMiło Cię widzieć :)
To już wszyscy wiedzą, że takie ze mnie ziółko ?? ;)
OdpowiedzUsuńMoże wszyscy jeszcze nie ;)
OdpowiedzUsuń