Wiosna

Wiosna

czwartek, 22 kwietnia 2010

...

Niepokój rozrasta się we mnie jak drzewo. Przyglądam się temu ze spokojną rezygnacją. Jeśli to moje przeznaczenie, to niech się wypełni. Nie stawiam pytań, nie szukam odpowiedzi. Opuszczam pokornie głowę i cicho poddaję się temu, co zakorzenia się we mnie.

Patrzę na swoje życie. Nie dostrzegam w nim nic nowego. Wszystkie ścieżki, wszystkie działania, które podejmowałam, doprowadzały mnie w końcu do miejsc, z których chciałam uciec. Zataczałam koła. Krążyłam na orbitach wielu słońc, spalałam się, ale nigdy do końca. Jakaś cząstka mnie zawsze zostawała i odradzała się na innej orbicie, w oślepiającym blasku innego słońca.

Jestem jak ćma, która ma ewolucyjnie rozwinięty mechanizm nawigacji oparty o światło. Jak ona, nie rozróżniam światła księżyca lub gwiazdy od światła emitowanego przez zwykłą żarówkę. Lecę do świecącego obiektu i rozbijam się.

Mam w sobie dziecięcą naiwność, która pozwala mi wierzyć, że wszystko jest możliwe, a ludzie, których spotykam na swojej drodze, są dobrzy i nie wyrządzą mi krzywdy. Często podejmowany przeze mnie wysiłek, nie przynosi efektu, ale naiwnie myślę, że kiedyś jednak może się uda i próbuję dalej. Jeszcze naiwność czy już głupota?

Tracę siły w pogoni za iluzją. Rozsądek to przeciętność i nuda. Jestem przeciętna i nudna, ale rozsądku we mnie nie ma.

Spłycam oddech, zamykam się w czterech ścianach i próbuję odizolować się od życia. Rzeczywistość jest najeżona kolcami. Boli.

Wzbiera we mnie krzyk. Chciałabym go uwolnić, chciałabym zawyć z bólu.

Pragnienie ostatniego oddechu. Wyjmuję je z siebie i kładę na parapecie okna. Cierpliwie poczekam; kiedyś się spełni. Może już niedługo, może jeszcze tej nocy.

11 komentarzy:

  1. Te zataczanie tych pieprzonych w większości błędnych kół, zawsze przywiedzie nas z powrotem do miejsca od którego chcieliśmy uciec jak najprędzej. Rzeczywistość nie zna litości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Innymi słowy Dzień Świstaka...

    OdpowiedzUsuń
  3. Evo bardzo lubię zaglądać do Twoich myśli. Jest w nich ten rodzaj piękna, który stanowi nadzieję na przyszłość. Proszę nie zarzekaj się i nie skreślaj siebie już teraz. Jest ból, który należy oswoić, tak, by przeciętność i nuda...
    My przecież nie szukamy klimatu lecz sami go tworzymy. Zawodowi iluzjoniści :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo podobnie mogłabym napisać. Szkoda, że nie umiem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie brzmi ta strofa...Oswajanie słów jest trudniejsze niż oswajanie tygrysów....
    nie sadzisz, ze w tej sprawie nie można polegać na świadectwie H.Poświatowskiej. Myślę, że o trudnościach w oswajania tygrysów miała raczej mgliste pojecie. Czytam uważnie twój blog i jemu podobne mimo ze cytując ciebie "Wzbiera we mnie krzyk. Chciałabym go uwolnić, chciałabym zawyć z bólu."

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy:
    Ta strofa była dla mnie punktem wyjścia i za to H.Poświatowską cenię nic więcej nie sądząc.
    Kolokwialnie mówiąc; wzrastałam na jej poezji i wiele musiało się wydarzyć, żebym zaczęła pisać.
    Pomyśl, ile trzeba było odwagi, ile wiary w siebie i nadziei na przyszłość, żeby zmierzyć się z takim wyzwaniem i spróbować oswoić cokolwiek...
    Dziękuję, że czytasz i czynisz to rozważnie. Bo jeśli rozważnie, to być może zechcesz zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
  7. Joanno, umiesz i piszesz. Przecież czytam. Od dwóch lat.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zenzo: Nie skreślam siebie; wymażę siebię gumką jak niepotrzebną linię w zeszycie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy:
    Gburowaty ze mnie gospodarz, nie podziękowałam za wizytę ani nie pozdrowiłam; niniejszym to czynię i przepraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. To ja przepraszam. Prawidłowo odczytałaś moje intencje. A mimo to odpowiedziałaś.
    Dostałem prztyczka w nos. Teraz jest mi jeszcze bardziej wstyd, gdy TY przepraszasz.
    Twój wiersz jest o mnie, stad frustracja, powinienem teraz przygotowywać się do walki na śmierć i życie ale zamiast tego "Wzbiera we mnie krzyk. Chciałbym go uwolnić, chciałbym zawyć z bólu." A to nie wystarczy...

    OdpowiedzUsuń
  11. Tao, Miłosz napisał:
    „Nie przechowuj pamiątek, bo z twojej szuflady wzbije się dym trujący dla twego oddechu”.
    Wyrzuć ten krzyk z siebie i zawyj z bólu – na początek wystarczy.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń