Siedzę na parapecie, macham nogą i popijając piwo przyglądam się nocy za oknem.
Pokój pachnie kadzidłem, mrok rozświetla migotliwy płomień świec.
Wsłuchuję się w muzykę. Dzisiaj Chris Botti z płyty Italia.
Dlatego włoskie piwo Peroni i zamyślenie rodem z plaży w Anzio.
Tak więc siedzę na parapecie, macham nogą, popijam piwo i podglądam życie.
Przystojny facet z tego Chrisa. Ma w sobie coś z niesfornego chłopca. Ale ani ciacho, ani brzoskwinka, ani też piernik upieczony przez prababcię.
Biała koszula, rozpięty kołnierzyk, rozpięte mankiety rękawów…
W całej sylwetce czuje się swobodę, pewność siebie, skupienie… no i seks rzecz jasna.
Ma w sobie to Coś.
Wart grzechu, oj wart!
A teraz Venice.
Zsuwam się z parapetu i tańczę sobie boso.
Zamykam oczy. Dźwięki oplatają mnie miękko i czule.
Pod powiekami morskie fale, pod stopami drobny piasek, a w płucach rozedrgane powietrze.
Wracam na parapet, popijam moje piwo i macham nogą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz