Szczęście?
Leży pod naszymi nogami.
Zwyczajnie trzeba się schylić i umieć je podnieść…
Czyż każdy z nas nie wędrował plażą i nie zbierał muszli i bursztynów?
Wszystko, co podnieśliśmy, to szczęście.
Wszystko, czego odmówiliśmy sobie, to zwycięstwo.
....
Za mną dobry, ciekawy i ciepły wieczór.
Teraz w tle muzyka niejakiego Ludwiga :-)
Dziękuję :-)
Jest uwieńczeniem rozmów o gdzieś tam zapachu deszczu,
o teorii względności Einsteina i dlaczego jest mi z nią po drodze,
o czterech płaszczyznach filozofii Zen i odpowiedzi na to, która z nich jest mi najbliższa,
o miłości i o tym, ile można z siebie dać, żeby nie utracić własnego Ja
o winie i dlaczego następnego dnia boli głowa...
Ehhh...
Słucham muzyki, pieszczotliwie patrzę na narty i myślę, ile jeszcze wyrzeczeń mnie czeka?
Który to już rok rodzina spędza urlop/ferie beze mnie?
Ile straciliśmy?
Jaka jest wartość dodana mojego wysiłku, mojego dążenia do...
Po co to wszystko?
Czy to, po co z takim trudem się schylam, to, czego sobie odmawiam - to szczęście?
Ile chwil mi umknęło? Co przegapiłam?
Ile ważnych słów, zostawionych na później?
Ilu już nigdy nie wypowiem....
Pytania, pytania, pytania...
Na niektóre znajdujemy odpowiedzi, niektórych nie należy zadawać...
Wiem, jak kruche jest życie i jak cenna jest każda jego chwila.
Czy moje wybory są słuszne?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz