Leżę sobie na kanapie, dłubię w nosie i udaję, że nie mam nic do roboty.
Odwracam sie plecami do tych wszystkich muszę i powinnam.
Jednak niepokój otula mnie coraz szczelniej i wnika w głąb udręczonego lenistwem umysłu.
Wstaję i błąkam się po mieszkaniu w poszukiwaniu utraconego spokoju.
Z kąta uśmiecha się do mnie butelka wina.
W sumie, czy mi się nie należy?
Siegam po kieliszek i napełniam go rubinowym płynem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz