Dni zlewają się ze sobą i trudno odróżnić jeden od drugiego.
Przerywnikiem są weekendy, które jak przecinki dzielą miesiące na tygodnie
równorzędnie złożone. Miesiące? Kroją tort na kawałki. Po zjedzeniu wszystkich
kawałków lub wyrzuceniu ich do kosza, na stole pojawia się nowy tort i historia powtarza
się. Można się porzygać. A tu zaraz Święta i kolejny powód do niestrawności. Na
samą myśl czuję się zmęczona. Idealnie byłoby je ominąć, uciec tam, gdzie nie
są celebrowane, gdzie nikt nie będzie miał wobec mnie żadnych oczekiwań...

Zdecydowanie zalecam post.
OdpowiedzUsuńMasz rację. Post jest dobry na wszystko :)
OdpowiedzUsuń